Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 576 komentarzy

przekonaj się

via vitae - Sol vitae - sapientia. Sal vitae - amicitia. Panis vitae - temperantia. Vita vitae - conscientia.

"Zakonnice odchodzą po cichu"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z zakonu odchodzi się przez furtkę do wyrzucania śmieci, bez pożegnania. Po prostu ktoś znika. - Wywiad z Martą Abramowicz

Agata Diduszko-Zyglewska: Twoja książka "Zakonnice odchodzą po cichu" to reportaż oparty na historiach dwudziestu zakonnic, chociaż nie wszystkie ich opowieści pojawiły się w książce. Odzew czytelników jest ogromny. Popularność książki jest pewnym fenomenem w kraju, w którym, eufemistycznie mówiąc, niewiele osób czyta. Dostałaś też mnóstwo listów. Kto do ciebie pisze? 

Marta Abramowicz: Na początku przychodziło nawet kilkanaście listów dziennie. Do dziś dostałam siedemdziesiąt listów od byłych zakonnic, że to wszystko prawda, że one same też to przeżyły, że dziękują za książkę. Pisały, że żadna osoba duchowna nie napisałaby tej książki. Księża by się bali, a siostry - bo się nie godzi. A oprócz tego kilkaset od rodzin i bliskich zakonnic, osób świeckich pracujących z siostrami, byłych duchownych. Wciąż codziennie przychodzi kilka maili. 

Były też, liczone w tysiącach, komentarze pod moimi wywiadami o książce. Ktoś pisał: „To nieprawda, ja znam jedną siostrę, jest zupełnie inaczej”. I wtedy odzywały się byłe zakonnice, opisując swoje trudne doświadczenia i powody odejścia. 


Dlaczego zakonnicom "nie godzi się" mówić o powodach swojego odejścia? Taka wiedza mogłaby ułatwić innym kobietom decyzje o ewentualnym wyborze zakonnej drogi życiowej. 

- Moje rozmówczynie mówiły, że każda, która odeszła, jest uważana za „niewierną” - w odróżnieniu do tych "wiernych", które zostały. "Za bramę zawsze z uśmiechem…", "Nie można powiedzieć nic złego na swoją zakonną rodzinę" - powtarzały mi moje bohaterki. Mówienie więc o jakichkolwiek swoich wątpliwościach z kimkolwiek z zewnątrz jest zabronione. A i wobec współsióstr rozsądniej było zachować milczenie, ponieważ obowiązywała zasada, że dla dobra wspólnoty powinno się o wszystkim jak najszybciej mówić przełożonej. A to z kolei mogło skończyć się przykrymi konsekwencjami i oskarżeniem o "gorszenie sióstr". 

Takie poczucie u zakonnic musi być dosyć wygodne dla Kościoła. 

- Tak, wygląda na to, że niektóre przełożone straszą nawet klątwą. Piszą do mnie byłe zakonnice, które wciąż się tego boją, bo na przykład dziecko jednej z sióstr, która odeszła, traci wzrok. A więc to na pewno ta klątwa - 
kara za odejście. Po tekście w „Newsweeku” o depresjach i chorobach psychicznych w zakonie odezwał się ksiądz-terapeuta, który potwierdził, że choć sytuacja się zmienia w części zgromadzeń, to wiele przełożonych nie ma żadnej elementarnej wiedzy psychologicznej, zabraniają swoim podwładnym wyrażania własnego zdania, upokarzają je i w ten sposób przyczyniają się do depresji i innych chorób u sióstr. Dodał też, że przepaść pomiędzy światem męskich a kobiecych zakonów jest ogromna. 

Obok ubezwłasnowolnienia sióstr stojących niżej w hierarchii twoje bohaterki opowiadają o kilku innych kluczowych problemach. Jednym z nich jest to, że zakonnice nie mają możliwości edukacji, bo to jest źle widziane. Kolejnym - brak w niektórych zgromadzeniach dostępu do podstawowych rzeczy z katalogu praw człowieka, czyli np. do lekarza w czasie choroby. Przełożona musi wyrazić zgodę na wizytę! Reakcje na książkę z wewnątrz Kościoła są dość jednoznaczne: to, co opisujesz, to zjawiska marginalne. Błędy w systemie, a nie system. Może rzeczywiście tak jest? 

- Pisząc książkę spotkałam dwadzieścia sióstr z czternastu różnych zgromadzeń - wszystkie opowiadały mi o tym samym. Teraz każdą byłą siostrę, która do mnie pisze, pytam o jej doświadczenia i zakon.. Doświadczenia te same, zgromadzenia inne. A więc lista się wydłuża. Każdą też pytam właśnie o to - czy to zjawisko powszechne czy marginalne. Odpowiadają, że właśnie zakony, gdzie dzieje się dobrze, są marginalne, a takie sytuacje, jak te w książce, ich zdaniem zdarzają się bardzo często. 

Rozmawiałam też z wieloma osobami, które znają zakonnice. Rozmawiałam z dominikanami, co zrelacjonowałam w książce, i z innymi zakonnikami. Wszyscy mówili o podobnych problemach. Wierzę, że są zgromadzenia, które otaczają siostry wsparciem, ale ile jest tych, które tego nie robią? Chciałabym, żeby to były tylko błędy w systemie, ale nawet na dyskusję o tych błędach nie ma miejsca, bo publicyści katoliccy piszą, że to wszystko bzdury i nieprawda. Na dodatek prawie nikt z nich nawet nie czytał książki. Do tego samego namawiają innych. Jaka to więc dyskusja? Nie mówiąc o tym, że po osobach, które szczycą się swoimi wartościami chrześcijańskimi, oczekiwałabym raczej pochylenia się nad czyimś cierpieniem. 

Ale chcę podkreślić, że to nie znaczy, że nie ma wspaniałych sióstr. Przecież moje bohaterki też były wspaniałymi siostrami, jestem pewna, że w zakonach jest bardzo wiele im podobnych. Tylko o ileż więcej dobra mogłyby zrobić, gdyby miały ku temu w zgromadzeniach lepsze warunki? 

No właśnie, z jednej strony jest głos dominikanów z twojej książki, którzy w odniesieniu do różnic między ich a kobiecym życiem konsekrowanym mówią wprost: nie wiemy, jak te siostrzyczki mogą sobie na coś takiego pozwolić. I ze współczuciem opisują je jako współczesne niewolnice. Z drugiej strony mamy głos siostry Bogny Młynarz (na stronie ekai.pl), która bagatelizuje te problemy i pisze, że patrząc z zewnątrz, zniekształcasz obraz życia zakonnego. 

- Kluczowe jest to, że siostra Młynarz w ogóle nie czytała książki i wydaje opinię o niej na podstawie wywiadu, którego udzieliłam. Tymczasem jedna z moich bohaterek była z tego samego zgromadzenia, co siostra Młynarz, i jej opowieść była podobna do zamieszczonych w książce. Mówiła o braku pomocy odchodzącym, o zachciankach kulinarnych przełożonych w kontraście z lekceważeniem ludzi proszących o jedzenie na furcie. Może coś się zmieniło w ostatnich kilku latach, ale chyba siostra Młynarz jest w swoim zgromadzeniu dłużej niż te kilka lat? Na facebooku również bardzo aktywna w potępianiu książki jest zakonnica ze zgromadzenia, z którego pochodzi jedna z głównych historii. Nie wiem, co myśleć o tym, że akurat zakonnice z tych zgromadzeń tak mocno zareagowały na to, co napisałam. 

Wygląda na to, że siostra Młynarz jest osobą z góry hierarchii w swoim zgromadzeniu - zrobiła doktorat i mówi, że nie ma żadnego problemu z uczeniem się. Być może zakonnice, którym uda się awansować, po prostu nie zauważają problemów, które trapią siostry z dołu hierarchii? Tak jak w sferze świeckiej bywa, że sprawne biznesmenki negują istnienie szklanego sufitu, który blokuje większość kobiet. 

- Ale ja też piszę, że niektórym moim bohaterkom, częściowo ze względu na upór, częściowo ze względu na przypadek, a częściowo z uwagi na to, że właśnie tak zdecydowało zgromadzenie, udało się zdobyć wykształcenie. Znamienna jest historia siostry Agnieszki, której przełożona powiedziała, że nie będzie robić matury, nie skończy szkoły, bo są dla niej inne zadania. Ona się uparła i zapisała do najbliższego liceum. Była wielka awantura, ale siostry to jakoś przełknęły. Ale Agnieszka była bardzo niepokorna - i zresztą za ten brak pokory spotkało ją wiele kar. 

Jakich kar? 

- Musiała na przykład nocą malować mury chlewika i znosić codzienny ostracyzm wewnątrz wspólnoty. W książce opowiadam też historię innej zakonnicy, która pozwoliła sobie na nieregulaminową, krytyczną rozmowę z koleżanką i za karę, chociaż była już w zakonie od dwudziestu lat, przez następnych kilka dostawała tylko najgorsze prace, jak sprzątanie toalet i kuchni. Co pół roku pisała prośby w tej sprawie. Ale na darmo – przełożone doprowadziły do tego, że nikt w tej wspólnocie z nią nie rozmawiał. Ona była przeraźliwie samotna. W końcu wywalczyła sobie jakąś przepustkę na lekcje angielskiego - i to był jej jedyny kontakt z ludźmi. 

Czy zakonnica z dołu hierarchii ma gdzie szukać sprawiedliwości w takiej sytuacji? Czy ktoś monitoruje zachowania przełożonych? 

- Teoretycznie można nawet odwołać się do samego Watykanu. Ale po pierwsze siostra musiałaby o tym wiedzieć, po drugie to oznacza, że musiałaby wystąpić do innych przełożonych przeciwko swojej przełożonej, a przecież podstawową zasadą jest bezwzględne posłuszeństwo. Jak miałyby poskarżyć się, a potem zostać w zgromadzeniu? Nam samym jest trudno zaskarżyć pracodawcę, a pracę możemy zmienić. A siostra przecież zostanie w tym samym zgromadzeniu. Mnie najmocniej uderzyło to, że za granicą w zakonach żeńskich jest inaczej, że jest inaczej w polskich zakonach męskich, na przykład u dominikanów. Że tam posłuszeństwo jest dialogiczne, że można dyskutować z przełożonym. 

Zaryzykowałabyś stwierdzenie, że polskie zakony żeńskie są najbardziej konserwatywne na świecie? 

- Nie jestem specjalistką od Kościoła, zbyt wielu opracowań na ten temat także nie znalazłam. Wiele jednak wskazuje na to, że tak, bo też polski Kościółjest szalenie konserwatywny – w porównaniu do innych krajów katolickich. Historie moich bohaterek przypominają wspomnienia sióstr z Anglii, Kanady i Stanów Zjednoczonych z lat pięćdziesiątych, czyli sprzed Soboru Watykańskiego II. Na Zachodzie po soborze siostry mogły zdjąć habity, mogły podjąć dyskusje z przełożonymi. W Polsce podobne zmiany dokonały się w zakonach męskich. 

Im dłużej się nad tym myślę, tym bardziej uważam, że rację mają zakonnice amerykańskie. Tylko kapłaństwo kobiet może dokonać fundamentalnej zmiany pozycji kobiet w Kościele i wyrównać ich pozycję. Także pozycje sióstr. Po pierwsze dlatego, że w Kościele katolickim wszystkie najważniejsze decyzje podejmować mogą tylko osoby wyświęcone, a więc tylko mężczyźni. Po drugie, tylko dla mężczyzn istnieje droga kapłaństwa, która determinuje ich edukację i życie zakonne. Po trzecie, te dwie rzeczy wyznaczają dostęp do pieniędzy – zakonnice muszą same zarobić na swoje utrzymanie, bez możliwości zebrania na tacę, a nawet za odprawienie mszy księdzu muszą zapłacić. Siostry muszą też same sobie ugotować, sprzątnąć, uprać. Ksiądz nie. Przecież właśnie to mogą robić zakonnice. Z uwagi na to, że cała władza w Kościele jest w rękach mężczyzn, nie zależy im na zmianie tej sytuacji. Moi rozmówcy wprost mówili, że wielu księży traktuje siostry jak służące. Symptomatyczny w tym kontekście jest ten drugi odzew na moją książkę, czyli artykuł księdza Piotra Kropisza na stronie deon.pl. 

Ten ksiądz pisze wprost, że właściwie nie zamierza się odnosić do sytuacji, tylko będzie się odnosił do ciebie. I deprecjonuje cię w każdym akapicie. Jesteś psycholożką w cudzysłowie, działaczką w cudzysłowie, ale przede wszystkim żyjesz w rodzinie patchworkowej, co oznacza, że jesteś osobą, która "agresywnie walczy z wartościami", które leżą u podstaw życia konsekrowanego. Wyobrażasz sobie, o jakie wartości może chodzić? Bo ksiądz tego nie rozwija, a raczej nie chodzi o miłość bliźniego zapisaną w Nowym Testamencie. 

- Te jego wywody sprawiają, że zastanawiam się, czy on nie jest chrześcijaninem w cudzysłowie... Ksiądz nie czytał książki, więc rzeczywiście trudno byłoby mu się odnieść do jej treści. Odnoszę wrażenie, że napisał ten tekst tylko dlatego, że ja powiedziałam to, co usłyszałam zresztą od jednego z byłych zakonników, że na jego powołaniówce podawało się wino i kawior. Odniosłam się do zakonów męskich i tylko dlatego ksiądz mężczyzna zainteresował się tym tematem, bo w jego tekście ten kawior natrętnie powraca. 

Z jego tekstu wynikają dwie rzeczy: że Kościół może się wypowiadać na wszystkie tematy, np. na temat ateizmu, oraz że nie-katolik nie powinien wypowiadać się na żaden temat związany z Kościołem. Tymczasem ja uważam, że nie trzeba mieć świeceń, żeby mówić o tym, co się dzieje w Kościele. 

A poza tym, co jest kluczowe, nie wyrażałam w książce swoich opinii – jestem tylko reporterką, przekazałam to, co mi powiedziały byłe siostry. Przedstawiłam ich historie, pokazałam co mówią zakonnicy, co mówią księża, co mówią obecne siostry, co mówią teolodzy, co jest napisane w różnych książkach - i dałam te puzzle czytelnikowi, który sam może ułożyć sobie z nich obraz. 

Dlaczego wyłożenie tych puzzli wywołuje tak gwałtowną reakcję? 

- Bo Kościół od wieków najchętniej zamiata problemy pod dywan. Tak było ze sprawą arcybiskupa Paetza, tak przez lata było z pedofilią w Kościele. Kościół po prostu ucina dyskusję, chociaż właśnie po chrześcijańsku byłoby uderzyć się w pierś i powiedzieć: to się zdarzyło, ale naprawimy błędy. Bo w każdej organizacji, firmie, instytucji - nawet religijnej - będą zdarzać się osoby takie jak katujące dzieci boromeuszki czy księża pedofile. Tylko miarą wielkości organizacji jest to, w jaki sposób ona te problemy rozwiązuje. Mechanizmy kontrolne w Kościele świetnie działają wtedy, kiedy trzeba zamknąć niepokornemu duchownemu usta, nie wydaje się, żeby tak samo dobrze działały w innych sprawach. Dlatego rola reporterów, dziennikarzy czy filmowców, takich jak np. ci którzy zrobili oscarowy Spotlight jest istotna. Przecież to nie jest atak na Kościół, tylko atak na grzech. 

Może taką zmianę powinny robić po prostu nowe pokolenia zakonnic? 

- Wszystkie moje bohaterki, kiedy wstępowały do zakonu, były młode. Nie miały nawet dwudziestu lat. Podobno teraz częściej robią to kobiety dwudziestoparoletnie. Ale moje bohaterki jako nastolatki niewiele wiedziały o życiu - tak jak większość z nas w tym wieku. One kierowały się swoimi ideałami, chciały pomagać innym. Wszystkie wierzyły, że w zakonie urzeczywistnią swoje ideały. Kiedy zderzyły się z systemem, w którym nie były w stanie ich realizować, stawały w konflikcie sumienia. Część z nich dostała depresji i została usunięta przez przełożonych, część odeszła sama. Jednostka ma ograniczone możliwości zmiany systemu. 

W książce dużo miejsca poświęciłaś specyficznemu stosunkowi zakonu do odchodzących zakonnic. 

- Tak, bo te opowieści były także niepokojące. Z zakonu odchodzi się przez furtkę do wyrzucania śmieci, bez pożegnania. Te, które zostają, nie rozmawiają o tym - po prostu ktoś znika. Rozmawiałam też z kobietami, które spędziły swój nowicjat w zakonach francuskich. I tam wszystko wyglądało zupełnie inaczej: te, które poczuły, że droga zakonna to nie jest ich drogą, rozstawały się z zakonem w przyjaźni i często nadal utrzymują kontakty ze swoim zgromadzeniem. A zatem można zachowywać się inaczej. Można dać odchodzącej wsparcie i nie obarczać jej poczuciem winy, że się nie sprawdziła. Tymczasem w Polsce, to wsparcie zależy wyłącznie od decyzji przełożonej, więc jeśli jakaś siostra odchodzi będąc skonfliktowana z przełożoną, to - jak jedna z moich bohaterek - po dwudziestu dwóch latach służby dostaje na start dwieście złotych i to wszystko. A przecież zwykle nie ma nic - ani ubrań, ani mieszkania, ani przyjaciół. 

W związku z tym, jak wielki odzew wzbudziła twoja książka, postanowiliśmy wpuścić na nasze łamy byłe zakonnice. Myślisz, że odważą się opisać nam swoje historie? 

- Wiele z nich pisze teraz do mnie. Mam nadzieję, że książka je ośmieli do publicznego zabrania głosu. Chociaż wiem też, że dla nich to są często bolesne wspomnienia. Jedna napisała mi: odeszłam pięć lat temu, ale wciąż jeszcze nie jestem w stanie sobie tego ułożyć w głowie. 

Ale chyba najważniejsze jest to, żeby je przekonać, że dając świadectwo, mogą pomóc innym kobietom - tym, które chcą iść do zakonu mogą pomóc uczynić ten krok świadomie, a tym, które zastanawiają się nad opuszczeniem go, mogą pomóc zrozumieć jak wygląda życie po klasztorze. 

- Nikt tak bardzo jak byłe siostry nie wie, co czeka byłą siostrę w świeckim życiu - z jakimi pytaniami i dylematami będzie się mierzyć. Nie było w Polsce książki ani publicznej dyskusji na ten temat. Nie ma żadnego stowarzyszenia działającego na rzecz byłych zakonnic, choć jest takie, które działa na rzecz byłych księży i ich rodzin. W związku z czym, każda z tych kobiet jest sama. Przeczytanie o doświadczeniach innych byłoby bardzo ważne, bo wiele z nich ma wątpliwości i lęki: czy to tylko mnie się zdarzyło? Czy ze mną nie dzieje się nic złego? Świadomość, że to jest naturalny proces, który przydarzył się wielu innym przynosi ulgę. 

Gdyby moja książka była rzeczywiście tak oderwana od rzeczywistości, jak sugerują związani z Kościołem recenzenci, to byłe siostry nie mówiłyby mi teraz, że w każdej historii mogą się odnaleźć, że ta książka nie jest tylko o dwudziestu, ale o każdej z nich.

Dlatego publiczny odzew byłych zakonnic jest ważny. Tylko one mogą pokazać innym drogę, którą trzeba pokonać, żeby stanąć na własnych nogach, ogarnąć świat wokół siebie i na nowo ułożyć sobie relację z Bogiem.                                    


    Rozmawiała Agata Diduszko-Zyglewska, Krytyka Polityczna

 

                                    
   __________________________________

http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Marta-Abramowicz-dosc-milczenia-o-sprawach-Kosciola,wid,18297963,wiadomosc.html

 

 

 

  

KOMENTARZE

  • Krytyka Polityczna
    chazary mącą jak wilk w owczej skórze .

    Na Krakowskim Przedmieściu parę lat temu udostępnili lokal chazarom z upa-upa dliny.
  • @kfakfa 21:39:50, Nie tylko Krytyka ......
    Temat próbuje się przebić w różnych mediach:)

    http://martaabramowicz.pl/

    http://kultura.trojmiasto.pl/Zakonnice-odchodza-po-cichu-Wywiad-z-Marta-Abramowicz-n99495.html

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/291039/zakonnice-odchodza-po-cichu

    http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/szymon-beznic/blogi/news-charyzmat-czy-zniewolenie-zakonnice-odchodza-po-cichu,nId,2158226

    Recenzje:
    http://vroobelek.iq.pl/2016/zakonnice-odchodza-po-cichu-recenzja/

    http://feminoteka.pl/recenzja-ksiazki-zakonnice-odchodza-po-cichu/
  • no no...
    a może by szanowny brat napisał też ilu to świadków jehowy odeszło "po cichu" i jak niedawni współbracia ich traktują po tym odejściu...było by to niezłe zestawienie:)) i bardzo pouczające:))bądźcie obiektywni, bo na razie to wali hipokryzją na kilometr :))
  • @trybeus 21:52:32, ŚMIESZNYŚ trybeusie:))) o odchodzących świadkach wiele już powiedziano.
    Za to odchodzenie zakonnic, to wciąż tabu.

    Celowo nie opatrzyłem własnym komentarzem tego wywiadu, ponieważ nie jest on napisany z perspektywy świadków.

    Masz coś do powiedzenia w temacie ? Napisz komentarz do treści wywiadu.

    Czyżby na Podhalu temat był nieznany? (To i moje strony)

    Ja, jak mówiłem, nie chcę oddawać pięknym za nadobne. Uważam, że to wewnętrzna sprawa korporacyjna KK.
    Pozdrawiam.
  • @via vitae 22:11:16
    //Celowo nie opatrzyłem własnym komentarzem tego wywiadu, ponieważ nie jest on napisany z perspektywy świadków. //

    ..no właśnie, tylko z perspektywy niemieckich i żydowskich mediów:))))...a to na jedno wychodzi...

    //Ja, jak mówiłem, nie chcę oddawać pięknym za nadobne. Uważam, że to wewnętrzna sprawa korporacyjna KK.//

    aha..akurat:)))...jak długo tu bywam, to tutaj na tym forum świadkowie jehowy raczej jeździli po KK niż próbowali zachęcać do wstępowania do zborów...nie bądź raczej ty śmieszny...
  • @Katana 22:34:38
    ale są zbory , a to są prawie jak "chyba zakony" :))
  • @trybeus 21:52:32 & autor
    Dla mnie nie jest żadną nowością odchodzenie zakonnic. czy też świadków. O tym co napisał autor wiem od dawna. Jest to problem ludzi, którzy postanowili poświęcić swe życie ideałom, po czym ideały okazały sie nie takimi ideałami, jak sobie oni wymyślili. Program demokracji w zgrupowaniach religijnych, wszystko jedno jakich nie sprawdza się. Tam mamy do czynienia z samcem/samicą alfa, który twierdzi, że jego poczynania popiera Bóg, gdyż bez tego, nie miał by siły przekonywania. Złóżmy dwa fakty, z czasów Mojżesza, jego zwolennicy zabijają 3 tys tych, co zdecydowali się sprzeniewierzyć "woli Boga" i dzisiejsza ochrona życia, gdzie nie wolno skazać na śmierć wielokrotnego zabójcy, bo tylko Bóg może mu życie odebrać.
  • @Katana 23:06:55
    sam napisałeś :"Pomijając to, że tamci nie mają chyba zakonów."
  • @trybeus 22:29:23
    || jak długo tu bywam, to tutaj na tym forum świadkowie jehowy raczej jeździli po KK niż próbowali zachęcać do wstępowania do zborów.. ||

    ~primo - kwestionowanie dogmatów i tradycji KK oraz naświetlanie okoliczności, w jakich owe "aksjomaty" zostały spłodzone - właśnie są wstępem do dyskusji - nie zaś jazdą po Kościele;
    Na tym polu, duże zasługi położył tutaj roux. Nie widziałem, żebyś stanął z nim w szranki poza rubasznymi obelgami..
    Podobnie Zawisza(o ile mogę się wesprzeć Jego autorytetem), choć nie jest śJ.
    Osobiście od Zawiszy nauczyłem się jednego: zamiatanie pod dywan niewygodnych faktów(zwłaszcza z dalekiej historii), nie służy Kościołowi ani jakiemukolwiek ugrupowaniu. Nie jest to żadna jazda.

    ~secundo - nie spotkałem Ciebie pod moimi biblijnymi notkami, żebyś miał coś do powiedzenia. Np w ostatniej, dotyczącej hazardu:

    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/131426,hazard-stol-zastawiony-bostwu-szczescia

    Czyżby kumulacja w LOTTO przyćmiła ci zdolność myślenia?

    A przede wszystkim:
    Działalność SJ nie polega na "zachęcaniu(na NEonie) do wstępowania do zborów".
  • @Zawisza Niebieski 22:53:43
    //z czasów Mojżesza, jego zwolennicy zabijają 3 tys tych, co zdecydowali się sprzeniewierzyć "woli Boga" i dzisiejsza ochrona życia, gdzie nie wolno skazać na śmierć wielokrotnego zabójcy//

    o "sprzeniewierzeniu woli Boga" często decydowała (wtedy) kasta lewitów, więc porównywanie z tym okresem raczej jest chybione...dziś szatan wyrywa Bogu realnie Jego sługów, realnie, czyli namacalnie...to ten świat niczym syreni śpiew wabi osoby konsekrowane, które porzucają swój stan...często się to kończy niestety tym, że osoby, które odeszły dopada szatan i niszczy je ...w wieloraki sposób, nawet taki, który tu " z troską" porusza pan jehowiec...

    poza tym dla równowagi przytoczyłbym przykłady piętnowania braci zboru, którzy w porę załapali, ze uczestniczą w praniu mózgu...tacy są traktowani jak trędowaci o czym sami mówią...nie chce mi się tego przytaczać, bo to jest ponure i w zasadzie żałosne...
  • @via vitae 23:32:18
    //Działalność SJ nie polega na "zachęcaniu(na NEonie) do wstępowania do zborów".//

    no to na czym, na zawracaniu dupy katolikom???

    dobrze by było, żebyś to powtarzał przy każdych drzwiach jak chodzisz po katolickich domach:))

    nie będę z wami stawał w szranki, wystarczy, że widzę wasze śliczne, łagodne, niewinne, kaprawe oczka jak stajecie pod moimi drzwiami i porównam to do notek antykatolickich rouxa :)))...jestem pewien że jak roux chodzi po chałupach katolików to nie cytuje swoich tekstów z bloga, a szkoda, bo byłoby to ciekawe doświadczenie :))...bez odbioru
  • Przez śmieci do wolności
    Nie wiedziałem, że w zakonach są specjalne furtki do śmieci... ale to chyba tylko w tych małych.
    W większych zapewne są specjalne zsypy; bo to i szybciej i bardziej w ukryciu żeby nie zawrócili i nie rzucili klątwy.
    Aż dziw bierze, że w Polsce są jeszcze jakieś zakonnice...
    Nadzieja w tym, że po takiej książce p. Abramowitz ewentualne kandydatki ruszą na Uniwersytety albo też wybiorą karierę feministki.
    Większa swoboda w robieniu róbta co chceta a i media dużo bardziej przyjazne.
    Czekamy na następną książkę o księżach którzy uciekają z kościołów wychodząc z plebani po zakupy.
    Wreszcie ktoś się odważył w tej sterroryzowanej przez KK Polsce napisać kilka słów prawdy. Wszystko oczywiście z miłości do prześladowanych zakonnic. Dziękujemy za odwagę.
    Propozycja dla "Newsweeka", stworzyć dom dla uciekających i ukrywających się zakonnic - "Przez śmietnik do Wolności".
  • @trybeus 00:01:52
    /nie cytuje swoich tekstów z bloga, /
    a które miałeś na myśli?
    Czy zauważyłeś, że ja opieram swoje notki na źródłach katolickich i podaję wersety biblijne z katolickich przekładów Biblii?
    Na przykład:
    "19 Niechaj poznają Ciebie i wiedzą,
    że tylko Ty, który sam jeden masz Jahwe na imię,
    jesteś Najwyższy nad całą ziemią."
    (Ps 83:19 BT)
    http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=916

    albo

    Słowo Jezus jest łacińską formą greckiego Iesous , która z kolei jest transliteracją hebrajskiego Jeszua lub Jozue lub Jehoszua , co znaczy "Jahwe jest zbawieniem ". (Encyklopedia Katolicka )
    http://www.newadvent.org/cathen/08374x.htm

    Pozdrawiam
  • @roux 08:34:20
    Jak przychodzi do konkretów - tj. zestawienia kościelnych dogmatów z naukami biblijnymi(w tym w oparciu o katolickie źródła) - trybeusy nazywają to, cytuję "zawracaniem dupy katolikom".


    Pozdrawiam
  • @via vitae 10:41:49
    "Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciwko temu plemienu i potępia je; ponieważ oni dzięki nawolywaniu Jonasza się nawrocili"
    Łukasza 11:32 BT
  • @
    ZA KLASZTORNĄ FURTĄ RZĄDZI SZATAN!

    No cóż, temat bardzo ważny. Jednak ów ważny temat posiada dwa aspekty bardzo ze sobą spójne!

    Pierwsza sprawa, to brak wiary i miłości do Zbawiciela. Dawne, bardzo dawne zakony – "kościoły", nie miały absolutnie nic wspólnego z działalnością papieską. Po prostu, ludziska odizolowały się od świata czytając Pismo Święte i dywagując na życiowe tematy. Może to nie było najlepsze rozwiązanie, ponieważ Zbawiciel Rzekł iż należy iść i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, ale przynajmniej owe pierwotne zakony miały coś wspólnego z pojęciem rodziny Bożej!

    Takie klasztory mieściły się w różnych miastach Europy jak i Azji wtedy zwanej Mniejszą.

    Jednak papiestwu (choć właściwie papiestwa jeszcze wtedy nie było, tylko biskupstwo Rzymu) spodobała się współpraca z cesarzami rzymskimi. Może nie zawsze biskupi Rzymu zgadzali się z władzą rzymską ale bądź co bądź obopólne interesy miały się dobrze. Zresztą na bazie tych wspólnych morderczych zapędów wojennych powstał dzisiejszy rzymskokatolicki kościół!

    Zatem biskupi Rzymu wymogli na cesarzach by przyłączyć do świętego Rzymu inne sołectwa klasztorne. I tak się zaczęło. W wielu klasztorach wymordowano tamtejszych ludzi zastępując ich poplecznikami Rzymu!

    Tak, to były krwawe czasy...

    *

    Drugi aspekt to... demonizm. Kolosalny klasztorny katolicki demonizm! Rzec można, iż klasztory męskie czy żeńskie to nie żadne przedszkole. Tam trwa wojna, klasyczna i podjazdowa.
    Sam rozmawiam z ludźmi więc wiem. Przeor -generał, lub przeorysza władczyni często w istocie niczym się nie różnią od bandytów, a o sprawach wiary nie ma nawet co wspominać!

    No chociaż, czemu nie... Tam wiary w Pana Jezusa nie ma.... Może kiedyś przed wiekami, zanim papieże i biskupi położyli łapę, ale nie teraz. Kłamstwo, kłamstwo i pogardza przede wszystkim do Nauk Pana Jezusa i Boga Ojca, a później do bliźniego! No i oczywiście zamurowania kobiet w celach klasztornych również się zdarzały. I uśmiercanie małych dzieci. Tak, bardzo mało ludzi wie o tym, że za klasztorną furtą rządzi szatan! Bardzo mało!

    No ale ja jestem podobno "zwykły heretyk", więc któż może mieć rację jeśli nie ONI?
    A... Początki nauk religii w szkołach i ciągnięte niemal po podłodze za włosy dziewczynki przez zakonnice. E nie, to chyba nieprawda! Co ja bredzę! Przecież przedstawiciele Kościoła katolickiego są bez skazy, można by rzec: Krwisto czyści!

    No i papież Jan Paweł II również nic nie wiedział. No bo skąd?

    Najwyższy przedstawiciel najpotężniejszej siatki szpiegowskiej świata nie wiedział. Toż to szok!


    http://m.neon24.pl/61c76bf3104e5aea3af8c4136d38ff6e,0,0.jpg
  • @57KerenOr 18:26:35
    /nie wiedział. Toż to szok!/
    czy ktoś odważył się go oszukiwać?!
  • Przepraszam, ale o co chodzi w tym artykule?
    ?
  • @staszek kieliszek 19:05:33
    "Pan raczy żartować"?

    "(4) I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: (5) bo grzechy jej narosły - aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie."
    (Ap 18:4-5 BT)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 198 komentarze: 4521