Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 576 komentarzy

przekonaj się

via vitae - Sol vitae - sapientia. Sal vitae - amicitia. Panis vitae - temperantia. Vita vitae - conscientia.

Azyl - reaktywacja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Nikt nie ma miłości większej niż ta, gdy ktoś daje swą duszę za swoich przyjaciół.” (Jana 15:13)

 

 

 

ZACZYNA SIĘ LUDOBÓJSTWO!

W środę wieczorem 6 kwietnia niedaleko Kigali zestrzelono samolot, którym lecieli prezydenci Rwandy i Burundi. Wszyscy znajdujący się na pokładzie zginęli. Tamtego wieczora niewiele osób usłyszało o katastrofie; państwowe radio nie podało żadnego komunikatu.

Misjonarze Jennie i Godfrey Bintowie oraz Henk van Bussel nigdy nie zapomną kolejnych dni. Brat Bint wyjaśnia: „Wczesnym rankiem 7 kwietnia obudziły nas odgłosy strzelaniny oraz wybuchy granatów. Już od kilku miesięcy sytuacja polityczna w kraju była bardzo niestabilna, więc specjalnie nas to nie zdziwiło. Ale gdy przygotowywaliśmy śniadanie, zadzwonił telefon. Emmanuel Ngirente, który pracował w biurze tłumaczeń, powiedział nam, że lokalna stacja radiowa poinformowała o śmierci dwóch prezydentów w katastrofie lotniczej. Ministerstwo Obrony zalecało mieszkańcom Kigali nie opuszczać domów.

„Około dziewiątej rano usłyszeliśmy, jak do domu obok włamują się szabrownicy. Ukradli samochód i zamordowali sąsiadkę.

„Po chwili podeszli do naszego domu, zaczęli dobijać się do metalowej bramy i szarpać za dzwonek. Nie dawaliśmy znaku życia. Nie wiedzieć czemu nie próbowali sforsować bramy i poszli dalej. Wokół rozlegały się serie z broni automatycznej i wybuchy — nie było możliwości ucieczki. Siedliśmy w korytarzu w środkowej części domu, gdzie nie zagrażały nam zabłąkane kule. Zdaliśmy sobie sprawę, że nie zanosi się na szybką poprawę sytuacji, więc aby oszczędzać żywność, postanowiliśmy jeść tylko jeden posiłek dziennie. Następnego dnia, akurat gdy skończyliśmy jeść i słuchaliśmy zagranicznej stacji radiowej, Henk krzyknął: ‚Przeskakują przez nasz płot!’.

„Nie było czasu do namysłu. Schowaliśmy się w łazience i zaryglowaliśmy drzwi. Poprosiliśmy Jehowę, żeby cokolwiek się wydarzy, pomógł nam to znieść. Zanim skończyliśmy się modlić, bojówkarze i szabrownicy już wybijali okna i forsowali drzwi. Po chwili byli w środku i wydzierając się, przewracali dom do góry nogami. Oprócz bojówkarzy wtargnęło około 40 mężczyzn, kobiet i dzieci. Słyszeliśmy strzały i ludzi wykłócających się między sobą o znalezione rzeczy.

„Po jakichś 40 minutach, które wydawały nam się wiecznością, napastnicy zaczęli szarpać drzwi do łazienki. Ponieważ były zamknięte na klucz, zabrali się do ich wyważania. Zrozumieliśmy, że musimy wyjść. Odurzeni narkotykami mężczyźni wyglądali jak szaleńcy. Grozili nam maczetami i nożami. Jennie głośno wołała do Jehowy. Jeden z mężczyzn zamachnął się maczetą i na płask uderzył Henka w kark. Henk wpadł do wanny. Udało mi się znaleźć pieniądze i oddać napastnikom, którzy zaczęli się o nie bić.

„W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że wpatruje się w nas młody mężczyzna. Nie znaliśmy go, ale on nas rozpoznał — być może widział nas w służbie kaznodziejskiej. Wepchnął nas z powrotem do łazienki i kazał nam zamknąć drzwi. Obiecał, że nas uratuje.

„Jeszcze przez pół godziny słychać było odgłosy plądrowania, aż wreszcie nastała cisza. Wspomniany młody człowiek wrócił i powiedział, że możemy wyjść. Nalegał, żebyśmy od razu szli za nim. Nic ze sobą nie zabraliśmy. Jakże byliśmy przerażeni, gdy po wyjściu z domu zobaczyliśmy ciała zamordowanych sąsiadów! Dwóch członków gwardii prezydenckiej zaprowadziło nas do pobliskiego domu pewnego oficera, który odeskortował nas do hotelu Mille Collines, gdzie schroniło się mnóstwo ludzi. W końcu 11 kwietnia, po wielu nerwowych godzinach, wojsko nie bez trudu ewakuowało nas okrężną drogą na tyły lotniska, skąd odlecieliśmy do Kenii. Kiedy zjawiliśmy się w Betel w Nairobi, przedstawialiśmy obraz nędzy i rozpaczy. Henk, którego oddzielono od nas podczas ewakuacji, dotarł kilka godzin później. Rodzina Betel wręcz zasypała nas wyrazami życzliwej troski i wsparcia”.

URATOWANI DZIĘKI MODLITWIE DZIEWCZYNKI

Dzień po katastrofie, w której zginęli prezydenci, w domu brata Rwakabubu pojawiło się sześciu żołnierzy armii rządowej. Mieli przekrwione oczy, cuchnęli alkoholem i najwyraźniej byli pod wpływem narkotyków. Zażądali broni. Brat Rwakabubu odparł, że nie mają broni, bo są Świadkami Jehowy.

Żołnierze wiedzieli, że Świadkowie zachowują neutralność i nie wspierają armii rządowej, więc wpadli we wściekłość. Ani Melanie, ani Gaspard Rwakabubu nie są z plemienia Tutsi. Jednak bojówki Hutu (Interahamwe) zabijały nie tylko Tutsi, lecz także umiarkowanych Hutu, zwłaszcza jeśli podejrzewały ich o sympatyzowanie z Tutsi lub wojskami rebelianckimi.

Żołnierze pobili Melanie i Gasparda kijami i razem z piątką dzieci zaprowadzili ich do sypialni. Ściągnęli z łóżka pościel i zaczęli przykrywać nią członków rodziny. Niektórzy z nich mieli w rękach granaty, więc ich zamiary były oczywiste. Gaspard zapytał: „Czy moglibyśmy się pomodlić?”.

Jeden z żołnierzy pogardliwie odmówił. Ale po chwili narady napastnicy zmienili zdanie. „No dobra”, powiedzieli niechętnie, „dajemy wam dwie minuty”.

Wszyscy modlili się po cichu, tylko sześcioletnia Deborah głośno prosiła: „Jehowo, chcą nas zabić, ale jak wtedy odwiedzimy ludzi, którym głosiłam z tatusiem? Zostawiłam im pięć czasopism. Oni na nas czekają i muszą poznać prawdę. Obiecuję, że jeśli nie umrzemy, zostanę głosicielką, ochrzczę się i będę pionierką! Jehowo, ratuj nas!”.

Żołnierze zaniemówili. W końcu jeden odezwał się: „Ze względu na modlitwę tej dziewczynki nie zabijemy was. Gdy przyjdą nasi, powiedzcie im, że już tu byliśmy”.

SYTUACJA SIĘ ZAOSTRZA

W miarę jak armia rebeliancka coraz bardziej zbliżała się do Kigali, walki przybierały na sile. Zdesperowane bojówki Interahamwe zabijały z jeszcze większą zaciętością.

W całym mieście i na każdej krzyżówce poustawiano blokady, żeby wyłapać i wymordować Tutsi. Obsadzali je żołnierze, uzbrojeni bojówkarze Interahamwe oraz okoliczni mieszkańcy. Wszystkich silnych mężczyzn zmuszano, żeby dniem i nocą pełnili tam straż.

Trwająca w kraju masakra wypędziła z domów setki tysięcy Rwandyjczyków. Wielu z nich, w tym Świadkowie Jehowy, znalazło schronienie w pobliskim Kongu i Tanzanii.

W OBLICZU WOJNY I ŚMIERCI

Na kolejnych stronach zamieszczono relacje naszych braci i sióstr, których świat nagle rozpadł się na kawałki. Jak pamiętamy, Świadkowie Jehowy w Rwandzie już w latach osiemdziesiątych przeszli ogniste próby, które wzmocniły i wydoskonaliły ich wiarę oraz odwagę. Wiara pomogła im ‛nie być częścią świata’ — nie uczestniczyć w wyborach, w życiu politycznym ani w żadnych działaniach zbrojnych (Jana 15:19). Dzięki odwadze potrafili zmierzyć się z konsekwencjami swej odmowy — szkalowaniem, więzieniem, złym traktowaniem i śmiercią. Te wypróbowane przymioty, a także miłość do Boga i bliźnich, sprawiły, że Świadkowie Jehowy nie tylko nie brali udziału w ludobójstwie, lecz nawet ryzykowali własne życie, by się nawzajem chronić.

Takich przeżyć było bardzo dużo. Większość braci wolałaby, żeby te straszne chwile zatarły się w ich pamięci. Nie szukają przecież zemsty. Mamy nadzieję, że historia ich wiary wszystkich nas zainspiruje do jeszcze pełniejszego okazywania miłości, która jest cechą rozpoznawczą prawdziwych uczniów Jezusa Chrystusa (Jana 13:34, 35).

HISTORIA JEANA I CHANTAL

Jean de Dieu (John) Mugabo, pogodny, troskliwy brat, zaczął studiować ze Świadkami Jehowy w roku 1982. Jeszcze przed chrztem w roku 1984 był trzykrotnie więziony za obstawanie przy prawdzie. W tym samym roku co on została też ochrzczona Chantal, z którą ożenił się w roku 1987. Kiedy rozpoczęło się ludobójstwo, mieli trzy córeczki. Dwie starsze akurat przebywały u dziadków poza Kigali. Z rodzicami była tylko najmłodsza, sześciomiesięczna.

Pierwszego dnia masakry, 7 kwietnia 1994 roku, żołnierze i bojówkarze Interahamwe zaczęli wdzierać się do domów Tutsi. Jean został zatrzymany i pobity pałkami, ale zdołał uciec i wraz z innym bratem schronił się w Sali Królestwa. Tymczasem Chantal, nieświadoma, co się dzieje z mężem, gorączkowo próbowała wydostać się z dzieckiem z miasta, żeby dołączyć do starszych córek.

Jean opowiada: „Za Salę Królestwa służyła dawna piekarnia, po której pozostał duży komin. Przez tydzień ukrywaliśmy się w samej Sali, a pewna siostra z plemienia Hutu — gdy tylko było w miarę bezpiecznie — dostarczała nam coś do zjedzenia. Później musieliśmy się przenieść między blaszany dach a sufit, gdzie w ciągu dnia piekliśmy się jak na ruszcie. Koniecznie chcieliśmy znaleźć lepszą kryjówkę, więc wyciągnęliśmy trochę cegieł z komina i weszliśmy do środka. Przesiedzieliśmy tam w kucki ponad miesiąc.

„W pobliżu była blokada i bojówkarze często zachodzili do Sali Królestwa, żeby porozmawiać albo schronić się przed deszczem. Z dołu docierały do nas ich głosy. Wspomniana siostra dalej podrzucała nam jedzenie. Czasami myślałem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej, ale wciąż modliliśmy się o wytrwałość. W końcu 16 maja siostra przyniosła nam wiadomość, że Rwandyjski Front Patriotyczny przejął kontrolę nad naszą częścią miasta i że możemy wyjść z ukrycia”.

Co w tym czasie działo się z Chantal? Oto jej opowieść: „Zdołałam uciec z domu razem z córeczką 8 kwietnia. Spotkałam dwie siostry — Immaculée, która miała dokumenty poświadczające, że jest Hutu, i Suzanne, która była Tutsi. Chciałyśmy dostać się do Bugesery, oddalonej o jakieś 50 kilometrów, gdzie u moich rodziców przebywały pozostałe dwie dziewczynki. Ponieważ jednak usłyszałyśmy, że na wszystkich drogach wylotowych z miasta są blokady, postanowiłyśmy pójść do wioski na obrzeżach Kigali, gdzie mieszkał Gahizi, krewny Immaculée, który też był Świadkiem Jehowy. Gahizi, należący do Hutu, przyjął nas i mimo gróźb ze strony sąsiadów zrobił wszystko, by nam pomóc. Kiedy żołnierze i bojówkarze dowiedzieli się, że Gahizi ukrywa Tutsi, zastrzelili go.

„Po zamordowaniu Gahiziego żołnierze zabrali nas nad rzekę; mieli zamiar nas zabić. Z przerażeniem czekałyśmy na śmierć. Nagle żołnierze zaczęli się kłócić i jeden z nich powiedział: ‚Nie zabijajmy kobiet. To przyniesie nam pecha. Teraz jest czas, żeby rozprawić się z mężczyznami’. Wtedy na pomoc pośpieszył nam brat André Twahirwa, ochrzczony zaledwie przed tygodniem. Obserwował, gdzie prowadzą nas żołnierze, i teraz zdołał zabrać nas i ukryć u siebie mimo protestów sąsiadów. Następnego dnia wziął nas z powrotem do Kigali, gdzie miał nadzieję znaleźć dla nas jakąś bezpieczną kryjówkę. Pomógł nam przejść przez kilka nadzwyczaj pilnie strzeżonych blokad. Immaculée niosła moją córeczkę, żeby chociaż ona ocalała, gdyby nas zatrzymano. Razem z Suzanne podarłyśmy swoje dokumenty, zdradzające, że jesteśmy Tutsi.

„Przy jednej z blokad bojówkarze uderzyli Immaculée i zapytali: ‚Czemu zadajesz się z tymi Tutsi?’. Ponieważ mnie i Suzanne nie pozwolili przejść, Immaculée i André musieli iść dalej sami. André wziął Immaculée do domu brata Rwakabubu, a potem z dwoma braćmi, Simonem i Mathiasem, wrócił po nas mimo dużego ryzyka. Przeprowadzili nas przez tę ostatnią blokadę i zabrali mnie do brata Rwakabubu; Suzanne poszła do jednego ze swoich krewnych.

„Jednak w domu rodziny Rwakabubu było zbyt niebezpiecznie, więc bracia pomogli mi — choć nie bez trudności — dostać się do Sali Królestwa. Ukrywało się tam dziesięcioro braci i sióstr, a także inni uciekinierzy. Immaculée lojalnie postanowiła zostać ze mną. Powiedziała: ‚Jeżeli ciebie zabiją, a ja przeżyję, uratuję twoją córeczkę’”.

Tymczasem brat Védaste Bimenyimana, który mieszkał w pobliżu i miał żonę z plemienia Tutsi, zdołał ulokować swoją rodzinę w bezpiecznym miejscu. Potem wrócił po resztę osób z Sali Królestwa i wszystkim znalazł nową kryjówkę. Na szczęście cała ta grupa przeżyła.

Kiedy ludobójstwo się zakończyło, Chantal i Jean dowiedzieli się, że ich rodzice oraz dwie córeczki, dwu- i pięcioletnia, zostali zamordowani, podobnie jak około stu innych krewnych. Co czuli po tak druzgocącej stracie? „Z początku było to nie do zniesienia” — mówi Chantal. „Byliśmy jak otępiali. Nikt w najgorszych przypuszczeniach nie podejrzewał, że będzie tyle ofiar. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to zdać się na Jehowę — w nadziei, że spotkamy się z naszymi dziećmi, gdy zmartwychwstaną”.

W UKRYCIU PRZEZ 75 DNI!

Tharcisse Seminega, ochrzczony w roku 1983, mieszkał w Butare, jakieś 120 kilometrów od Kigali. „Po katastrofie prezydenckiego samolotu dotarła do nas wiadomość, że Tutsi mają zostać zlikwidowani” — opowiada. „Dwaj bracia próbowali zorganizować nam ucieczkę przez Burundi, ale wszystkich dróg i ścieżek strzegło Interahamwe.

„Byliśmy więźniami we własnym domu i nie mieliśmy pojęcia, gdzie się udać. Czterech żołnierzy obserwowało nasz dom, a w odległości niespełna 200 metrów był ustawiony karabin maszynowy. Żarliwie się modliłem: ‚Jehowo, nie możemy nic zrobić, żeby się uratować. Nasze życie jest w Twoich rękach!’. Pod wieczór do naszego domu przybiegł pewien brat. Bał się, że może nie zastać nas żywych. Żołnierze pozwolili mu wejść na kilka minut do środka. Gdy zobaczył, że jesteśmy cali, odetchnął z ulgą. Udało mu się zabrać do siebie dwójkę naszych dzieci. Poinformował też Josepha Nduwayezu i Justina Rwagatore, że naszej rodzinie potrzebna jest pomoc. Bracia przyszli jeszcze tej nocy i nie bacząc na niebezpieczeństwo, zaprowadzili nas do domu Justina.

„Nie zostaliśmy u niego długo, bo szybko się rozniosło, że tam przebywamy. Już następnego dnia Vincent — dawny zainteresowany Justina, który nie opowiedział się po stronie prawdy — ostrzegł nas, że bojówkarze Interahamwe szykują się, by przyjść i nas zabić. Zaproponował, żebyśmy najpierw schowali się w zaroślach niedaleko domu Justina. Później, pod osłoną nocy, zaprowadził nas do siebie. Ukrył nas w krytej strzechą lepiance bez okien, w której trzymano kozy.

„Siedzieliśmy w tej lepiance całe dnie i noce. Ponieważ znajdowała się w pobliżu krzyżówki i największego targowiska w okolicy, do naszych uszu docierały rozmowy przechodzących ludzi. Z przerażeniem słuchaliśmy, jak niektórzy opowiadają, kogo zabili i kogo jeszcze zamierzają zabić. Przejęci coraz większym strachem, wciąż modliliśmy się o ratunek.

„Vincent w miarę swoich najlepszych możliwości zaspokajał nasze potrzeby. Lepianka służyła nam za schronienie przez miesiąc, ale pod koniec maja zrobiło się tam zbyt niebezpiecznie, gdyż zaczęli się pojawiać bojówkarze uciekający z Kigali. Powstał więc pomysł, żeby zabrać nas do brata, który miał pod podłogą niewielką piwnicę. Ukrywało się w niej już dwóch braci i jedna siostra. Pod osłoną nocy wyruszyliśmy w czteroipółgodzinną wędrówkę. Zerwała się straszna ulewa — i całe szczęście, bo dzięki temu mogliśmy się niepostrzeżenie przemieścić.

„Nasza nowa kryjówka znajdowała się półtora metra pod podłogą, a wejście do niej było zamykane deską. Żeby się tam dostać, musieliśmy zejść po drabinie i przeczołgać się przez tunel, na końcu którego było pomieszczenie o wymiarach dwa na dwa metry. Wypełniał je zapach pleśni, a do środka docierał przez szczelinę w ścianie zaledwie nikły promień światła. W tym klaustrofobicznym miejscu przez sześć tygodni ukrywaliśmy się w dziesiątkę — wspomniani dwaj bracia i siostra, ja, moja żona Chantal i piątka naszych dzieci. Nie mieliśmy odwagi palić świeczki, bo mogłaby zdradzić naszą obecność. Ale pomimo tak ekstremalnych warunków czuliśmy, że Jehowa się nami opiekuje. Bracia z narażeniem życia przynosili nam jedzenie oraz lekarstwa i starali się nas pokrzepiać. Niekiedy w ciągu dnia decydowaliśmy się zapalić świeczkę i wtedy czytaliśmy Biblię, Strażnicę lub tekst dzienny.

„Każda historia ma swój finał — ta miała 5 lipca 1994 roku. Vincent przekazał nam, że Butare zostało zajęte przez Rwandyjski Front Patriotyczny. Kiedy wyszliśmy z piwnicy, nasza skóra była tak wyblakła z powodu braku słońca, że niektórzy nie rozpoznawali w nas Rwandyjczyków. Na jakiś czas straciliśmy również głos; mogliśmy tylko szeptać. Tygodniami dochodziliśmy do siebie.

„Wszystko to wywarło głęboki wpływ na moją żonę, która przez poprzednich dziesięć lat nie chciała studiować Biblii. Ale teraz zmieniła zdanie. Kiedy pytano ją dlaczego, odpowiadała: ‚Poruszyła mnie miłość okazana nam przez braci i poświęcenie, na które się zdobyli, żeby nas uratować. Doświadczyłam też na sobie, jak potężny jest Jehowa — uchronił nas przed maczetami zabójców’. Żona oddała swoje życie Jehowie i na pierwszym zgromadzeniu po wojnie została ochrzczona.

„Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim braciom i siostrom, którzy swoim działaniem i żarliwymi modlitwami przyczynili się do naszego ocalenia. Zaznaliśmy głębokiej, szczerej miłości, która pokonuje bariery etniczne”.

NA RATUNEK TEMU, KTÓRY SAM RATOWAŁ INNYCH

Justin Rwagatore, który pomógł ocalić rodzinę brata Seminegi, kilka lat później sam potrzebował pomocy — gdy razem z paroma innymi braćmi został aresztowany z powodu neutralnego stanowiska. (Było to jego ponowne aresztowanie, gdyż już w roku 1986 trafił do więzienia za odmowę angażowania się w politykę ówczesnego rządu). W delegacji, która udała się do lokalnych władz, żeby wyjaśnić nasz pogląd na udział w życiu politycznym, znalazł się brat Seminega. Opowiedział, jak Justin przyczynił się do ocalenia jego rodziny. W rezultacie wszyscy uwięzieni bracia zostali zwolnieni.

Postępowanie Świadków Jehowy w czasie ludobójstwa pobudziło niektórych do przyjęcia prawdy. Suzanne Lizinde, sześćdziesięcioparoletnia katoliczka, dostrzegła rolę, jaką w tej masakrze odegrał jej Kościół. Z drugiej strony widziała postawę Świadków w swojej okolicy i panującą wśród nich miłość. To sprawiło, że gdy zaczęła studiować Biblię, zrobiła szybkie postępy. Odkąd w styczniu 1998 roku została ochrzczona, nie opuściła żadnego zebrania, choć za każdym razem musiała pokonywać pieszo pięć kilometrów przez wzgórza. Poza tym pomogła poznać prawdę swojej rodzinie.

 

„Jak mamy zabić kogoś, za kim wszyscy się wstawiają?”

JEAN-MARIE MUTEZINTARE

URODZONY 1959 rok

CHRZEST 1985 rok

Z ŻYCIORYSU Z zawodu pracownik budowlany. Wierny, pogodny brat, który w roku 1986, krótko po chrzcie, został uwięziony na osiem miesięcy. W roku 1993 poślubił Jeanne. Obecnie usługuje jako przewodniczący Komitetu Sali Zgromadzeń w Kigali.

▪ DNIA 7 kwietnia mnie, Jeanne i naszą miesięczną córeczkę Jemimę wyrwała ze snu strzelanina. Najpierw myśleliśmy, że są to jakieś walki na tle politycznym, ale wkrótce dowiedzieliśmy się, że bojówki Interahamwe zaczęły czystkę Tutsi. Ponieważ należymy do tego plemienia, nie odważyliśmy się wyjść z domu. Gorąco prosiliśmy Jehowę, żeby pomógł nam mądrze zachować się w tej sytuacji. W tym czasie trzej odważni bracia Hutu — Athanase, Charles i Emmanuel — z narażeniem życia dostarczyli nam żywność.

  Mniej więcej przez miesiąc żona i ja musieliśmy się ukrywać — każde w domu innych braci. Gdy polowanie na Tutsi osiągnęło punkt kulminacyjny, tam, gdzie ja się ukrywałem, przyszli bojówkarze z nożami, dzidami i maczetami. Co sił w nogach zacząłem uciekać w pobliskie zarośla, ale mnie dopadli. Błagalnym głosem powiedziałem im, że jestem Świadkiem Jehowy. Oni jednak krzyknęli: „Jesteś rebeliantem!”. Powalili mnie na ziemię i zaczęli okładać pałkami i kolbami karabinów. W międzyczasie zebrał się tłum ludzi. Był wśród nich mężczyzna, któremu kiedyś głosiłem. Odważnie zawołał: „Zlitujcie się nad nim!”. W tym momencie pojawił się Charles, brat, o którym wspomniałem wcześniej. Gdy jego żona i dzieci zobaczyły mnie zakrwawionego, zaczęły płakać. Skonsternowani napastnicy zostawili mnie, mówiąc: „Jak mamy zabić kogoś, za kim wszyscy się wstawiają?”. Charles zabrał mnie do domu i opatrzył. Bojówkarze ostrzegli, że jeśli ucieknę, zamiast mnie zabiją jego.

  Jeanne z naszą córeczką przebywała wtedy w innym miejscu. Ona też padła ofiarą okrutnego ataku — została pobita i ledwie uszła z życiem. Później ludzie powiedzieli jej, że zginąłem. Kazali jej nawet znaleźć jakieś płótno i przyjść owinąć moje ciało.

  Kiedy spotkaliśmy się z Jeanne w domu Athanase’a, z ulgi rozpłakaliśmy się. Jednak wiedzieliśmy, że możemy stracić życie następnego dnia. Był to kolejny koszmarny dzień, w którym uciekaliśmy od kryjówki do kryjówki. Pamiętam, że błagałem Jehowę: „Pomogłeś nam wczoraj. Prosimy, pomóż nam jeszcze raz. Chcemy wychować córeczkę i dalej Tobie służyć!”. Wieczorem trzej bracia Hutu, podejmując ogromne ryzyko, przeprowadzili przez blokady nas i innych Tutsi, w sumie prawie 30 uciekinierów. Z tej grupy sześć osób poznało prawdę.

  Potem dowiedzieliśmy się, że Charles i inni bracia pomogli uciec kilkudziesięciu Tutsi. Gdy bojówkarze Interahamwe to odkryli, wpadli we wściekłość. Złapali Charlesa i Leonarda — głosiciela, który też był Hutu. Żona Charlesa słyszała, jak powiedzieli: „Ratowaliście Tutsi — musicie umrzeć”. A potem ich zamordowali. Przywodzi to na myśl słowa Jezusa: „Nikt nie ma miłości większej niż ta, gdy ktoś daje swą duszę za swoich przyjaciół” (Jana 15:13).

  Przed wojną, planując z Jeanne ślub, postanowiliśmy, że jedno z nas podejmie służbę pionierską. Ponieważ wielu naszych krewnych zostało zabitych, po wojnie zaopiekowaliśmy się szóstką sierot, choć mieliśmy już wtedy dwie córeczki. Ale Jeanne i tak została pionierką i pełni tę służbę od 12 lat. Obecnie cała szóstka naszych przybranych dzieci — których rodzice nie byli Świadkami Jehowy — jest ochrzczona. Trzej chłopcy zostali sługami pomocniczymi, a jedna z dziewcząt usługuje z mężem w Betel. Mamy teraz czworo rodzonych dzieci; dwie najstarsze córki przyjęły już chrzest.

 

 

Byli gotowi za nas umrzeć

ALFRED SEMALI

URODZONY 1964 rok

CHRZEST 1981 rok

Z ŻYCIORYSU Mieszkał na przedmieściach Kigali razem z żoną Georgette. Ten kochający mąż i ojciec usługuje obecnie w Komitecie Łączności ze Szpitalami w Kigali.

▪ KIEDY zaczęło się ludobójstwo, Athanase, mieszkający w pobliżu brat z plemienia Hutu, przekazał nam wiadomość: „Zabijają wszystkich Tutsi i was też zabiją”. Nalegał, żebyśmy schronili się w jego domu. Przed wojną wykopał głęboką na trzy i pół metra ziemiankę, w której teraz chciał nas ukryć. Jako pierwszy zszedłem na dół po prowizorycznej drabinie. Athanase zorganizował nam również prowiant i materace. Tymczasem na górze trwała masakra.

  Chociaż sąsiedzi podejrzewali, że Athanase nas ukrywa, i zagrozili, że spalą mu dom, on i jego rodzina nie wydali nas. Byli gotowi za nas umrzeć.

  Gdy walki przybrały na sile, Athanase z rodziną zeszli do nas do ziemianki. Tym samym nasza grupa wzrosła do 16 osób. Baliśmy się, że światło mogłoby nas zdradzić, więc siedzieliśmy w nieprzeniknionych ciemnościach. Codziennie wydzielaliśmy na osobę jedną łyżkę ryżu namoczonego w posłodzonej wodzie. Po dziesięciu dniach zabrakło nam i tego. Trzynastej doby byliśmy już strasznie głodni! Cóż było robić? Wdrapaliśmy się na szczyt drabiny i choć nie widzieliśmy zbyt wiele, zauważyliśmy, że sytuacja się zmieniła — żołnierze nosili inne mundury. Ponieważ rodzina Athanase’a ocaliła nam życie, uznałem, że teraz ja muszę się poświęcić. Postanowiłem wyjść na zewnątrz z nastoletnim synem Athanase’a i poszukać czegoś do jedzenia. Najpierw wszyscy się pomodliliśmy.

  Jakieś 30 minut później wróciliśmy z informacją, że kontrolę nad tym terenem przejął Rwandyjski Front Patriotyczny. Razem z nami przyszło kilku żołnierzy. Pokazałem im naszą kryjówkę. Z niedowierzaniem patrzyli, jak z dziury w ziemi wychodzą kolejne osoby. Georgette mówi, że nigdy nie zapomni tej chwili: „Byliśmy nieprawdopodobnie brudni. Spędziliśmy pod ziemią prawie trzy tygodnie i przez ten czas nie myliśmy się ani nie praliśmy ubrań”.

  Żołnierze byli zaskoczeni, że w ziemiance ukrywali się razem Tutsi i Hutu. „Jesteśmy Świadkami Jehowy”, wyjaśniłem, „i nie ma wśród nas podziałów etnicznych”. Zdumieni, powiedzieli: „Dajcie tym ludziom z dziury cukru i coś do jedzenia!”. Zaprowadzili nas do domu, w którym tymczasowo przebywało około 100 osób. Potem pewna siostra zaprosiła całą naszą szesnastkę do siebie.

  Bardzo się cieszymy, że ocaliliśmy życie. Ale mój brat i siostra z rodzinami — wszyscy będący Świadkami Jehowy — zostali zamordowani, podobnie jak mnóstwo innych znanych nam osób. Ból po ich stracie nie minął, rozumiemy jednak, że „wszystkich (...) [nas] dosięga czas i nieprzewidziane zdarzenie”. Georgette tak opisuje nasze odczucia: „Wiele braci i sióstr zginęło, a inni przeżyli traumę ucieczki i ukrywania się. Ale dzięki modlitwie wzmocniliśmy swoją więź z Jehową. Przekonaliśmy się też, że Jego ręka jest potężna. Jehowa pocieszał nas, we właściwym czasie udzielając nam wsparcia poprzez swoją organizację, za co jesteśmy Mu ogromnie wdzięczni. Naprawdę nam błogosławił” (Kazn. 9:11).

 

 

 

 „To jest ta droga”

GASPARD NIYONGIRA

URODZONY 1954 rok

CHRZEST 1978 rok

Z ŻYCIORYSU Nieustraszony obrońca prawdy, zawsze uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony. Ma żonę i trzy córki. Jest członkiem rwandyjskiego Komitetu Oddziału.

▪ KIEDY rankiem 7 kwietnia zaczęła się strzelanina, zobaczyłem, że pali się kilkanaście domów należących do Tutsi, w tym dwa domy naszych braci. Czy nasz dom miał być następny? Odchodziłem od zmysłów na myśl o tym, co może się stać z moją żoną, która jest Tutsi, i dwiema córkami.

  Nie bardzo wiedziałem, co robić. Ludzi ogarnęła panika; wokół krążyły plotki i fałszywe informacje. Pomyślałem, że będzie lepiej, jeśli żona z dziewczynkami schroni się u mieszkającego w pobliżu brata, a ja dołączę do nich później. Kiedy tam w końcu dotarłem, okazało się, że żona została zabrana na teren dużej szkoły. Tamtego popołudnia jeden z sąsiadów przyszedł do mnie z ostrzeżeniem: „Wszystkim Tutsi w szkole urządzą jatkę!”. Natychmiast tam pobiegłem i znalazłem żonę z córkami. Następnie zgarnąłem około 20 osób — wśród nich braci i siostry — i kazałem im iść do domów. Gdy się stamtąd wymykaliśmy, bojówkarze akurat prowadzili ludzi za miasto, gdzie — jak się później dowiedziałem — zabili przeszło 2000 Tutsi.

  W międzyczasie na terenie szkoły żona innego z naszych sąsiadów urodziła dziecko. Kiedy bojownicy Interahamwe wrzucili do budynku granat, jej mąż uciekł z niemowlęciem. Matka w panice pobiegła w innym kierunku. Człowiek ten należał do Tutsi, ale dzięki temu, że niósł dziecko, udało mu się przejść przez blokady. Dotarł do naszego domu i poprosił mnie, żebym spróbował zdobyć mleko. Podjąłem to ryzyko, jednak na drodze niespodziewanie wpadłem na blokadę bojówkarzy. Ponieważ szukałem mleka dla dziecka z plemienia Tutsi, zawyrokowali: „Trzeba go zabić!”. Jeden z nich uderzył mnie kolbą karabinu. Straciłem przytomność i upadłem z zakrwawioną twarzą. Myśląc, że nie żyję, zaciągnęli mnie na tyły pobliskiego domu.

  Rozpoznał mnie sąsiad i powiedział: „Nie możesz tu zostać, bo przyjdą i cię wykończą”. Potem pomógł mi wrócić do domu.

  To zdarzenie, choć okupione dotkliwym bólem, okazało się dla mnie ochroną. Ponieważ w okolicy wiedziano, że jestem kierowcą, następnego dnia przyszło pięciu mężczyzn, którzy chcieli mnie zmusić, bym został szoferem dowódcy wojskowego. Ale gdy zobaczyli, w jakim jestem stanie, nie nalegali ani nie próbowali mnie wcielić do patroli Interahamwe.

  Kolejne dni upłynęły nam pod znakiem strachu, niepewności i głodu. W tym czasie przybiegła do nas kobieta z plemienia Tutsi z dwójką małych dzieci. Ukryliśmy ją w kredensie kuchennym, a dzieci zamieszkały w pokoju razem z moimi córkami. Kiedy przybliżyły się oddziały Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RFP) i pojawiły się pogłoski, że Interahamwe przystępuje do akcji zabijania wszystkich Hutu, którzy mają żony Tutsi, cała nasza rodzina zaczęła się przygotowywać do ucieczki. Jednak wcześniej kontrolę nad naszą okolicą przejął RFP i członkom plemienia Tutsi nic już nie groziło. Teraz zagrożone było moje życie.

  Poszedłem z grupą sąsiadów do blokady, którą obsadzali już żołnierze RFP. Kiedy zobaczyli mnie, Hutu, z zabandażowaną głową, uznali, że jestem członkiem bojówki. Zawołali do nas: „Macie czelność prosić o pomoc, gdy są wśród was mordercy i szabrownicy?! Czy ktoś z was ukrywał albo bronił Tutsi?”. Wskazałem na kobietę i dzieci, którym udzieliłem schronienia. Wzięli maluchy na bok i zapytali: „Kim jest ten mężczyzna z obwiązaną głową?”. Odpowiedziały: „On nie jest z Interahamwe. Jest Świadkiem Jehowy. Jest dobry”. Uratowałem tę kobietę i jej dzieci, a teraz one ratowały mnie!

 

    ******************************************************

W sto dni milion ofiar

  „Masakra w Rwandzie w roku 1994 to jeden z najbardziej rażących przykładów ludobójstwa we współczesnej historii. Od początków kwietnia do połowy lipca w tym małym środkowoafrykańskim kraju członkowie większości etnicznej Hutu dokonywali systematycznej rzezi mniejszości etnicznej Tutsi. Radykalni Hutu — obawiając się, że z powodu wojny domowej i reform demokratycznych stracą wpływy — zaplanowali eksterminację wszystkich, których postrzegali jako zagrożenie dla swej władzy: zarówno Tutsi, jak i umiarkowanych Hutu. Kres masakrze położyła ofensywa wojsk rebelianckich złożonych głównie z Tutsi, które zmusiły ludobójców do ucieczki z kraju. Wskutek rzezi i działań wojennych w ciągu zaledwie stu dni życie straciło milion ludzi — co czyni z tej zbrodni jeden z najkrwawszych pogromów w historii” (Encyclopedia of Genocide and Crimes Against Humanity).

  Ofiarą morderców padło około 400 Świadków Jehowy, w tym członkowie plemienia Hutu, których zabito za to, że chronili swoich braci i siostry z plemienia Tutsi. Żaden Świadek nie zginął z ręki współwyznawcy.

 

 


 „Komory śmierci”

  „Odpowiedzialni za ludobójstwo wykorzystywali do swoich celów historyczne pojęcie azylu — zwabiali dziesiątki tysięcy Tutsi do budynków kościelnych, łudząc ich obietnicą ochrony. Następnie żołnierze i bojówkarze Hutu przeprowadzali planową eksterminację: do nieszczęśników zebranych w kościołach i szkołach strzelali z karabinów i rzucali między nich granaty; ocalałych dobijali maczetami, sierpami, nożami. (...) Jednak udział kościołów nie ograniczał się do tego, że ich budynki posłużyły za komory śmierci. W niektórych miejscach księża, katecheci i inni pracownicy kościelni, dobrze znający lokalną społeczność, pomagali identyfikować Tutsi przeznaczonych na śmierć. W jeszcze innych wypadkach osobiście uczestniczyli w zabijaniu” (Christianity and Genocide in Rwanda).

  „Główny zarzut pod adresem Kościoła [katolickiego] dotyczy tego, że najpierw popierał uważanych za elitę Tutsi, a potem zmienił front i stanął po stronie rewolucji wznieconej przez większość etniczną Hutu, co przyczyniło się do przejęcia władzy przez Habyarimanę. Jeśli chodzi o samo ludobójstwo, to zdaniem krytyków Kościół jest bezpośrednio odpowiedzialny za to, że podsycał nienawiść, ukrywał oprawców i nie zapewnił ochrony szukającym schronienia w jego murach. Są też tacy, którzy twierdzą, że Kościół, jako duchowy autorytet większości mieszkańców Rwandy, nie dopisał pod względem moralnym, gdyż nie wykorzystał wszystkich możliwości, by położyć kres masakrze” (Encyclopedia of Genocide and Crimes Against Humanity).

 

Więcej świadectw i szczegółów znajdą Państwo w Roczniku ŚJ z 2012 r. http://www.jw.org/pl/publikacje/ksi%C4%85%C5%BCki/?contentLanguageFilter=pl&pubFilter=yb12&sortBy=1

                                     **  **  **

http://darkroom.baltimoresun.com/2014/04/in-memoriam-20-years-since-the-rwandan-genocide/#19

 

 

 

 


 

KOMENTARZE

  • Szukajcie a znajdziecie proscie a bedzie wam dane.
    PRZECIW WOJNIE "A jeżeli chcecie położyć kres gwałtom i przemocy, jeżeli chcecie położyć
    kres wojnom, to ile z siebie chcecie dać? Czy nie obchodzi was to, że bierze
    się waszych synów do wojska, tam zniewala ich umysły a potem posyła na rzeź?
    Na Boga, jeżeli to was nie porusza to co was obchodzi!?.... Troska o
    pieniądze?..... Miłe spędzenie czasu.....?"

    Juidu Krisznamurti

    Historia ludzkości to pasmo przemocy i agresji, a okresy Pokoju to etapy przygotowań do następnych wojen. Ilość ofiar jako konsekwencja pospolitych zbrodni i bandytyzmu to nic nie znaczące epizody w stosunku do ilosci ofiar wojen wywołanych i prowadzonych przez rządy na mocy przymusu wynikającego z tzw. "prawa". Tym, co umożliwia władzy prowadzenie agresji militarnych jest totalne zniewolenie człowieka i jego zastraszenie prowadzące do tego, że człowiek taki bez szemrania wykonuje każdy rozkaz i polecenie oddzielając je od kontekstu moralnego, tłumiąc sumienie. A przecież już Monteskquieu pisał :" Ślepe posłuszeństwo jest wyrazem ciemnoty u tego, który słucha jak i u tego, który rozkazuje, nie mogą oni wątpić, rozumować, roztrząsać, muszą jeno chcieć!" Świadomość społeczeństw została przytępiona poprzez indoktrynację, która w najpełniejszy sposób realizowana jest w państwowych programach służalczej edukacji szkolnej już od najmłodszych lat. Dlatego ludziom w wieku dorosłym tak trudno uwolnić się od pojmowania świata z podziałem na „swój i obcy”, tym bardziej trudno, że często, jak pokazuje historia, rządy, aby uzasadnić potrzebę istnienia armii i rządów, celowo wywołują poprzez działania militarne, prowokacje i akty terrorystyczne psychozę zagrożenia, aby uzyskać przyzwolenie społeczeństw do uprawomocnienia swych działań wymierzonych tak naprawdę przeciw społeczeństwu. Jedyne, co może zmienić obecną sytuację to przerwanie milczenia w tej istotnej kwestii ludzkiej egzystencji. Należy przerwać milczenie i powiedzieć wprost, czym jest militaryzm, służba wojskowa i pojęcia które współtworzą całą teologię agresji i przemocy. Ludzie jako jednostki nie czują do siebie nienawiści będąc członkami różnych narodów, staje się tak dopiero, gdy rządowa propaganda poprzez media i inne środki indoktrynacji stworzy motyw nienawiści i potrzebę agresji. Dobrym przykładem jest tu front I wojny światowej, gdy żołnierze stron walczących grali z sobą w piłkę, lub pozowali do wspólnych fotografii, by za chwilę stawać przeciw sobie w zbrodniczym powołaniu na mocy tzw. rozkazu i groźby sądu wojennego. W prosty sposób na pytanie, dlaczego istnieje tyle wojen i agresji odpowiadają słowa polskiej piosenki - "Ty mówisz o Pokoju, czy ty nie widzisz, że są tacy, co chcą abyśmy nienawidzili się". Są więc ludzie którzy uzależnili swoje życie od istnienia instytucji militarnych i na zasadzie ciągłości będą dążyli do utrzymania obecnego status quo. Przez setki lat poprzez związanie ludzi nakazami prawa i obowiązku doprowadzono do sytuacji, że nawet ludzie całkowicie wolni od wewnętrznej agresji traktują podporządkowanie instytucjom wojny jako powinność wynikającą ze słuszności. Instytucje przemocy i agresji wrosły w tkankę społeczeństw i dlatego tak trudno ludziom oddzielić je od tego, co dobre i potrzebne. Jest to jednak konieczność i wyzwanie czasu. Zakwestionowanie zasadności istnienia instytucji militarnych nie może być równoznaczne z odrzuceniem struktur społecznych w ogóle czy instytucji koordynujących ludzkie działania i porządkujących zachowania negatywne. Jest tylko -jak powiedział Lew Tołstoj - odrzuceniem instytucji, które służą zniewoleniu człowieka. Dużą trudnością obecnie jest panujący relatywizm ocen, który powoduje, że nawet ludzie dobrego serca służbę w wojsku traktują jak każdą inną pracę, często znajdując się tam w wyniku konsekwencji wielu życiowych uwarunkowań np.: braku innej pracy, możliwości kariery, przy jednoczesnym braku świadomości, że ten rodzaj życiowej aktywności nie służy dobru, a jest tylko sytuacjonizmem niegodnym człowieka świadomego. Rządy, aby utrzymywać struktury militarne i produkcję sprzętu zbrojeniowego, okradają narody z olbrzymich środków, które mogłyby zostać spożytkowane na opiekę zdrowotną, szkolnictwo, ochronę środowiska i wiele innych pożytecznych rzeczy. Wiele problemów i społecznych patologii to dalsze konsekwencje militaryzmu, logiki walki, współzawodnictwa i wynikającego z tego systemu gospodarczego.

    Samo światowe lotnictwo wojskowe, od 1945 roku do 1990 zużyło paliw przy skromnym wyliczeniu, które światowe rolnictwo mogło darmo wykorzystać przez kolejne 450 lat, a ilością sprzętu zaangażowanego w służbę zabijania można by zaspokoić wszelkie potrzeby związane z ludzką egzystencją. Jeden samolot nowej generacji to 30 mln dolarów, samolot typu Awacs to 160 mln. dolarów, atomowy okręt podwodny to już miliardy. Nie ma tu żadnego znaczenia, jaki kraj wydaje te środki na zbrojenia, bo żyjemy w świecie gdzie wszystko jest współzależne i na każdego człowieka na Ziemi spada ciężar zbrojeń. Co roku na ziemi z głodu i niedożywienia umiera 20 milionów dzieci, tona pszenicy kosztuje 160 dolarów, nietrudno zatem przeliczyć, że niewielka ilość środków, które angażowane są przez światowy militaryzm - rządy i posłuszne im rzesze najemników mogłaby zaspokoić potrzeby biednych i rozwiązać wszystkie potrzeby socjalne świata i wszystkie przyczyny konfliktów.

    Osobnym problemem wynikającym z militaryzmu są koszty pośrednie związane z utrzymaniem całego aparatu państwowej biurokracji, która pośrednio służy militaryzmowi, wymuszając na społeczeństwach środki finansowe na utrzymanie tych pasożytniczych instytucji. Ciągła rozbudowa tych struktur będąc celem samym w sobie przebiega równolegle z procesem ciągłego ograniczania wolności społeczeństw tylko po to, aby były one służebne wobec tych struktur. Czyniąc z rzesz milionów ludzi współczesnych niewolników poprzez tysiące zależności i powinności narzuconych przez mechanizmy fiskalne, prawne, kulturę i reklamę, oraz poprzez bazujący na jednostkowym egoizmie tak zwany rozwój i wzrost gospodarczy, proces ten ma na celu jedno- pozyskanie coraz większych środków na utrzymanie całego i ciągle się rozbudowującego aparatu władzy i państwowej biurokracji. Lew Tołstoj ujął to w słowach " jej pomocników i pomocników jej pomocników". Problemy społeczne będące tego konsekwencją pokazuje się, jako mające inne zupełnie przyczyny pomijając tę zasadniczą, jaką jest pochłaniający wszystko aparat państwa i jego główni sprzymierzeńcy tj. nauka, kultura, edukacja i media. " Władza ciemięży i zniewala a możni je wyzyskują" powiedział Jezus z Nazaretu ( Biblia Tysiąclecia, II wydanie). Czasy obecne charakteryzuje totalność tego zjawiska przy wykorzystaniu niewiedzy tych, którzy czynią to innym własnymi rękoma. Często bowiem „dobre serce” ma człowiek, który będąc urzędnikiem wykonuje i egzekwuje tylko prawo, organizując np. pobór do wojska, czy wyszukując środki na utrzymanie tego zwyrodniałego systemu. Dążyć do pokoju to również rozważać to wszystko, całe zjawisko przemocy dokonujące się w czasie Pokoju, bo wojna to również dalsza konsekwencja tych zjawisk. System korzyści materialnych i innych przywilejów służy realizacji partykularnych interesów "elit".
    Upadek systemu socjalistycznego i koniec zimnej wojny pokazał, że mimo odejścia zagrożenia ludzie żyjący z wojny sami nie zrezygnują ze swego nieludzkiego powołania. Po części dlatego, że produkcja i handel bronią to potężny przemysł i olbrzymie pieniądze ( Międzynarodowy Syndykat Zbrodni), warto więc poprzez prowokacje, akty terrorystyczne i utrzymywanie wojskowych dyktatur wywoływać wojnę i utrzymywać sztuczny stan zagrożenia niż zmierzać ku Pokojowi.

    Tekst ten jest również adresowany do ludzi pracujących w przemyśle zbrojeniowym by zrozumieli, że to, co robią jest nieludzkie, że jest ich praca taką samą zbrodnią jak bezpośrednie popieranie zbrodni militaryzmu.

    Argument, że niejako przy okazji rozwoju techniki wojskowej dochodzi do cywilnych zastosowań tych badań, jest niegodny człowieka myślącego, tak jakby badania służące dobrym celom nie mogłyby być celem samym w sobie. Na pewno wielu ludzi, którzy tworzą struktury militarne nie przekona żadna argumentacja, jednak należy wierzyć, że takich będzie mimo wszystko niewielu. Od większości i od ich postawy zależy więc stan świata, bo tylko milczące przyzwolenie tej większości pozwala trwać temu układowi rzeczy. Obecna rzeczywistość jest układem patologicznej równowagi opartej o przemoc, ucisk i zniewolenie i kiedy od tego odejdziemy, to miejsce musi zająć BRATERSTWO, zaufanie, zaangażowanie, życzliwość i wyrozumiałość, czyli to wszystko, czego uczy większość religii świata pod pojęciem MIŁOŚCI.

    Co można powiedzieć ludziom uwikłanym materialnie i ambicjonalnie w struktury militarne? Wszak są często uzależnieni w całym wymiarze ich świadomości. Możemy zrozumieć ich, ich lęki i obawy, zależność od pensji, kariery i mieszkania.
    Należy im jednak powiedzieć wprost - Odstąpcie od tej barbarzyńskiej profesji, a Ziemia da wam wszystko, co potrzebujecie, niczego wam nie ubędzie, bo dosyć jest wszystkiego. Trzeba tylko odejść od zarozumiałego i egoistycznego pojmowania świata. Obecne problemy ludzkości to konsekwencja egoizmu i z niego wypływającej źle ukierunkowanej aktywności jednostek. Militaryzm jest na tej liście na pierwszym miejscu, jest największym złem, od tego, czy ludzie porzucą zbrojenia i rozwiążą armie zależy przyszłość cywilizacji ludzkiej. prędzej czy później będzie to „być albo nie być” dla wszystkiego co żyje na naszej Ziemi. Jeżeli mamy istnieć będziemy musieli dokonać rozdziału tych, którzy pragną Pokoju od tych, którzy pragną wojny, choć będzie to na pewno trudne i bolesne, i każdy z osobna wyboru tego będzie musiał dokonać. Ludzie o niskich pobudkach nie mogą przecież w nieskończoność być wyznacznikami naszej drogi ku przyszłości. Na pewno drogą do Pokoju nie jest przemoc militarna, bombardowania, eksterminacja narodów, przemoc ekonomiczna dokonująca się obecnie w wielu regionach świata, choć w wielu deklaracjach polityków pada argument walki o pokój i dobro. To wszystko czynią ludzie wojny, choć zasłaniają się Bogiem i Prawdą.

    Jak pisał Eric Weil: "Najbardziej samowolna tyrania szermować będzie słowami o godności, wolności i wyzwoleniu człowieka, aby narzucić rozwiązania, których skutkiem moralnym jest zapomnienie samego pojęcia WOLNOŚCI, a których konsekwencje techniczne zaprzeczają podstawowemu celowi polityki jakim winien być Pokój.”
    Możliwe, że długo jeszcze nie wyzbędziemy się jednostkowej agresji w życiu społecznym, ale jest ona mniej istotna w stosunku do konsekwencji istnienia zorganizowanych struktur militarnych. W. Bukowski powiedział kiedyś ,"Że władza nie rodzi się z broni, czołgów, czy bomby atomowej i na nich się opiera. Władza rodzi się z pokory człowieka i zgody na posłuszeństwo". W tym samym tonie wypowiedział to Gandhi: "Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją. Toteż, jeżeli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa", i dalej "Nieposłuszeństwo obywatelskie jest niezaprzeczalnym prawem każdego obywatela. Rezygnując z niego przestaje się być człowiekiem. Tym, co pozwala władzom państw bezkarnie wszczynać wojny, rujnować domy i zabijać miliony ludzi jest lęk, aby cywilizacja ludzka doznała ukojenia Pokojem, ten lęk trzeba pokonać i zdecydowanie pozbawić władzy-prawa tworzenia armii i wszczynania wojen". W tym temacie O.Vial pisał -"Posłuszna, służalcza ludność, czy to skrępowana strachem, czy pokonana perswazją jest zawsze najlepszym sprzymierzeńcem władzy. Opinia publiczna uczy się rezygnacji i przychodzi totalizm, odtąd mówić prawdę nie oznacza już tylko i wyłącznie sprzeciwianie się władzy, ale również zwalczanie powszechnej milczącej bierności, łamiąc powszechne prawo niemych i nie ulegając uznanemu porządkowi ślepych. Mówić prawdę znaczy zakłócać spokój społeczny i wywoływać publiczne potępienie.” Największy z ludzi - Jezus z Nazaretu powiedział swym uczniom: "Świadczenie o źle tego świata wywoła nienawiść". Możliwe, że będzie tak i teraz, bo dla wielu zatwardziała nieprawość przyobleczona w szatę społecznych norm i kultury jest sposobem na życie i za wszelką cenę będą chcieli to utrzymać. Po stokroć większą zbrodnią jest zmuszanie czy prowokowanie innych , np. bezwolnych żołnierzy, do zabijania, tak właśnie robią politycy i ci, którzy im pomagają w ramach prawa. Tym, co umożliwia manipulacje społeczeństwem jest przekonanie, które wtłaczano narodom o własnej odrębności, wyższości, wytyczając granice interesów. Musimy się uwolnić od tego patriotyzmu, który Gandhi zdefiniował najpełniej nazywając go "podłym interesem narodowym". Z kolei jeden z najwybitniejszych myślicieli XX w. Max Horhaimer tak pisał o tym wynaturzonym poglądzie - "Całe ich życie jest ciągłym wysiłkiem poniżania natury zewnętrznej i wewnętrznej i utożsamiania się z jej surogatami : rasą, ojczyzną, wodzem, kulturą i tradycją. Wszystkie te słowa oznaczają dla nich nieodpartą realność wymagającą szacunku i posłuszeństwa". Aby coś się zmieniło w realiach naszej rzeczywistości, musimy to posłuszeństwo wypowiedzieć i przyjąć postawę człowieka Pokoju. Musi być ktoś, kto pierwszy odłoży miecz, nie ma innej drogi. Muszą to być ludzie ze wszystkich narodów, którzy już dziś rozumieją tego potrzebę, a za nimi pójdą inni. Trzeba wyjść poza realność rzeczywistości, poza jej uwarunkowania tak jak to robili pierwsi chrześcijanie kierując się nie sfałszowanym jeszcze wtedy czystym przesłaniem nauki Jezusa z Nazaretu i nie dać się zastraszyć grą na naszym poczuciu zagrożenia,. W książce " The Rise of Christianity" ( Londyn 1947 str. 333 ) E. W. Bernest pisał: "Ze starannego przeglądu wszystkich dostępnych źródeł wynika, że do czasów Marka Aureliusza (161-180) żaden chrześcijanin nie został żołnierzem, żaden też żołnierz nie pozostawał nim, gdy został Chrześcijaninem". E. Gibon w " History of Chrystianity" New York 1891, str. 162-163 ) "Było nie do pomyślenia by chrześcijanie bez uchybienia bardzo świętemu obowiązkowi mogli być żołnierzami, sędziami, książętami i urzędnikami cesarstwa". Te same wnioski zawarte są w dostępnej w Polsce książce E. Gibona "Zmierzch cesarstwa Rzymskiego" Tom II str. 37. Do takich samych wniosków doszła autorka książki The New Worlds Foundation pisząc: chrześcijanie walkę uważali za coś złego, dlatego nie służyli w wojsku, nawet jeśli cesarstwo potrzebowało żołnierzy. Za te postawy chrześcijanie często płacili życiem, ale w ten sposób byli "światłem dla świata", wzorem wyższej świadomości niż prymitywna żądza krwi. W czasach obecnych jedyną społecznością religijną , która jako całość przyjęła taką postawę wobec faszyzmu byli podczas II wojny światowej Świadkowie Jehowy. Gilotynowani, rozstrzeliwani, osadzani w obozach śmierci pokazali światu czym jest prawda. Nawet Rudolf Hess w swych pamiętnikach przyznał zanim popełnił samobójstwo że tak wyobrażał sobie pierwszych chrześcijan ginących na arenach Rzymu. Dziś taką postawę musimy przyjąć wszyscy, aby cos się mogło zmienić. Każde wzięcie pod uwagę stanu obecnego w określeniu swego stanowiska względem Pokoju niweczy Pokój, bo zawsze znajdą się argumenty by czuć się zagrożonym.

    Wielu wybitnych uczonych apelowało o Pokój i Rozbrojenie, głosy te jednak były tłumione i nie dopuszczane do wiadomości społeczeństw. I tak w 1925 roku 75 intelektualistów podpisało manifest do Ligi Narodów w tym min. Tagore, Russel, Buber, Einstein, Gandhi gdzie czytamy: " Uważamy, że armie opierające się na obowiązku służby wojskowej stanowią wraz ze sztabem oficerów zawodowych poważne zagrożenie pokoju. Obowiązkowa służba jest degradowaniem wolnej ludzkiej osobowości. Życie w koszarach, wojskowa musztra, ślepe posłuszeństwo wobec najbardziej nawet niesprawiedliwych i bezsensownych rozkazów, cały system treningu w kierunku uśmiercania podważają szacunek dla ludzkiego życia. Obowiązkowa służba przynosi szkodę całemu narodowi. Wpaja ona we wszystkich mężczyzn ducha militaryzmu, czyniąc to w wieku najbardziej podatnym na takie wpływy. W końcu wojna zaczyna uchodzić za rzecz nie uniknioną nawet pożądaną. Rząd, który znajduje oparcie w obowiązkowej służbie wojskowej, łatwo może wypowiedzieć wojnę i stłumić natychmiast głos opozycji przez mobilizację. Rząd, któremu potrzebne jest dobrowolne poparcie własnego narodu, będzie z konieczności w swej polityce zagranicznej ostrożniejszy."
    Każdy, kto przeczyta zebrane tu wypowiedzi ludzi powszechnie uznanych za moralne autorytety może sobie odpowiedzieć, czym jest Prawda i stać się aktywnym w głoszeniu tej prawdy innym, bo jak powiedział cytowany już Gandhi: "Milczenie jest zgodą na zło".

    Na płycie pamiątkowej o Gandhim jest napis, który w skrócie brzmi -"Pragnę, aby nastało na Ziemi Królestwo Boże, aby dążenie do niego było dziełem wszystkich żyjących". Na ile więc dążymy do tego królestwa, a na ile swą postawą umacniamy Królestwo Fałszu, i Zła? Prędzej czy później zadamy sobie to pytanie, być może w chwili, gdy już nic więcej nie będziemy mogli uczynić, ale na pewno moment ten nadejdzie.

    Zasadniczym motywem tego tekstu jest przekazanie szerszemu gronu ludzi tekstu przemówienia Lwa Tołstoja przygotowanego na Kongres Pokoju w Sztokholmie, które w najpełniejszy sposób pokazuje i obnaża logikę wojny i przemocy militarnej. Jego aktualność jest nie podważalna, a jasność i spójność logiki czyni z jego wypowiedzi argument nie do obalenia dla tych, którzy działają na rzecz pokoju. Pragnieniem Lwa Tołstoja było, aby społeczeństwa zapoznały się z jego treścią. Za jego życia uniemożliwiono mu to, dziś są środki i możliwości, aby każdy włączył się w propagowanie tego tekstu. Każdy oto go otrzyma, aby nie było na Ziemi ludzi, którzy go nie znają, można go powielić na zasadzie łańcuszka rozsyłając go w kilku kopiach, tłumacząc na języki obce, wykorzystać Internet i inne środki poligraficzne. Jest na to czas, a może go nie być.... Przemyślmy celowość wielu naszych codziennych aktywności i odpowiedzmy sobie, co jest ważne, gdy toczą się wojny i giną niewinni ludzie. Dać innym wzór lepszej rzeczywistości to bardzo wiele i jest to dopiero początek. Nie zniechęcajmy się więc, jeżeli nawet wymierne efekty tego, co tu napisano nie pojawią się od razu. Ludzie starsi wykazują naturalną zachowawczość wynikającą z wielu socjologicznych uwarunkowań, dlatego apel ten jest skierowany głównie do ludzi młodych, to będzie ich przyszłość, taka, jaką będą sobie tworzyli. W każdym z nas jest wiele niedoskonałości, nad którymi każdy musi pracować z osobna, ale na początek zauważmy to największe zło, jakim jest rzeka ludzkiej krwi płynącej nieustannie jako konsekwencja militaryzmu. Zauważmy dalsze konsekwencje naszego na to przyzwolenia. Pamiętajmy też, że wojna to konsekwencja naszego codziennego życia, naszych nieumiarkowanych potrzeb, celów i ambicji, suma naszych codziennych zachowań.

    PRZEMÓWIENIE LWA TOŁSTOJA

    Poniżej prezentujemy przemówienie Lwa Tołstoja, które przygotował i miał wygłosić w 1909 roku na Kongresie Pokojowym w Sztokholmie, a które z powodu nagromadzenia w nim zbyt wielu niewygodnych racji, zarówno dla rządów jak i dla zwykłych obywateli, nigdy nie zostało przez niego wygłoszone.
    Wyścig zbrojeń i groźba wybuchu pierwszej wojny światowej, którą czuło się już w powietrzu wywoływały niepokój wśród Europejczyków. Ruch na rzecz pokoju nie był w tamtych latach ruchem ani zbyt popularnym, ani masowym. Kongres Pokoju organizowali ludzie niewątpliwie ze szczerego przekonania, ale ich miłość do pokoju, często ograniczała się do sentymentalnych utyskiwań na klęskę, której przyczyny nie zgłębiali. Organizatorzy wysłali zaproszenie do Lwa Tołstoja, który liczył sobie wówczas 80 lat. Pisarz, który uważany był za jednego z najbardziej poważanych ludzi swego pokolenia i który uświadamiał sobie grozę wiszącego nad światem niebezpieczeństwa, zdecydował się opuścić wiejską samotnię w Jasnej Polanie i odbyć podróż do Szwecji, by z trybuny rzucić wezwanie - tekst, który wcześniej przesłał organizatorom. Niestety, gwałtowność apelu przeraziła "ostrożnych" pacyfistów. Nikt nie przypuszczał, że wiekowy pisarz zechce wziąć osobiście udział w Kongresie. Spodziewano się co najwyżej pisma z życzeniami pomyślnych obrad. Tołstoj zaś zamierzał zwrócić się z rewolucyjnym apelem wprost do ludów. Wzywał do wypowiedzenia posłuszeństwa rządom i jako człowiek szczerze wierzący potępiał rzekomo chrześcijańskich mężów stanu, którzy z wyznaniem wiary na ustach przygotowywali rzeź milionów ludzi.
    Zakłopotani organizatorzy odłożyli Kongres na rok następny, a gdy się wreszcie odbył w 1910 roku nie odczytano tam, ani nawet nic nie wspomniano o piśmie Lwa Tołstoja. Od tamtych czasów minęło niemalże sto lat, a przemówienie Tołstoja jest nadal aktualne i z powodzeniem można byłoby wygłosić je na współczesnym kongresie pokoju.

    4 SIERPIEŃ 1909

    "Zebraliśmy się tu po to, by walczyć przeciwko wojnie. Przeciwko wojnie, a więc przeciwko temu, w imię czego wszystkie narody świata, miliony ludzi na świecie, oddają do wolnej, do wszelkiej kontroli, dyspozycji kilkudziesięciu osób, a niekiedy jednego człowieka nie tylko miliardy rubli, franków, jenów, stanowiących znaczną część ich zapracowanych oszczędności, ale i samych siebie, swoje życie. I oto my, kilkunastu przybyłych z różnych stron świata uczciwych ludzi, nie posiadających żadnych szczególnych przywilejów, a co najważniejsze, żadnej władzy nad nikim, zamierzamy walczyć, a skoro chcemy walczyć, to mamy też nadzieję zwyciężyć tę olbrzymią siłę, nie jednego lecz wszystkich rządów, mających do dyspozycji miliardowe sumy i miliardowe wojska i bardzo dobrze rozumiejących, że ta wyjątkowa sytuacja w jakiej znajdują się oni, tzn. ludzie wchodzący w skład rządów, oparta jest tylko na wojnie, na wojsku mającym znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy jest wojna - ta właśnie wojna, z którą chcemy walczyć i którą chcemy zniszczyć.

    Walka, gdy siły są tak nierówne, powinna się wydać szaleństwem. Ale zastanówmy się nad znaczeniem środków walki, znajdujących się w naszych rękach, a wyda się dziwne nie to, że decydujemy się na walkę, lecz to, że istnieje jeszcze to, z czym chcemy walczyć. Oni mają w rękach miliardowe sumy, miliony posłusznych wojsk, my zaś tylko jedno - ale za to najpotężniejszy środek na świecie - PRAWDĘ.

    I dlatego, choćby nasze siły wydawały się znikome w porównaniu z siłami naszych przeciwników, nasze zwycięstwo jest równie niewątpliwe, jak niewątpliwe jest zwycięstwo, które odnosi światło wschodzącego słońca nad mrokiem nocy. Zwycięstwo nasze jest niewątpliwe, ale tylko pod jednym warunkiem - jeżeli mówiąc prawdę, będziemy mówili całą prawdę, bez jakichkolwiek kompromisów i ustępstw. A prawda jest tak prosta, tak jasna, tak oczywista i obowiązkowa nie tylko dla chrześcijan, ale rozsądnego człowieka, że wystarczy tylko wypowiedzieć ją całą w pełnym jej znaczeniu, żeby ludzie już nie mogli postępować wbrew tej prawdzie.

    Prawda tą w całym jej znaczeniu jest to, co tysiące lat temu zostało powiedziane w przykazaniu, uznawanym przez nas za Boskie, w dwóch słowach: nie zabijaj.

    Prawdą jest to, że człowiek nie może i nie powinien nigdy i pod żadnym pozorem zabijać drugiego człowieka.

    Prawda ta jest tak oczywista, tak powszechnie uznawana i obowiązująca, że wystarczy jasno i zdecydowanie postawić ją przed ludźmi, żeby to zło, które nazywa się wojną, stało się absolutnie niemożliwe.

    I dlatego myślę, że jeżeli my, przybyli na Kongres Pokoju, zamiast jasno i zdecydowanie wypowiedzieć tą prawdę będziemy apelować do rządów i proponować im różne sposoby, żeby zmniejszyć zło wojny, lub ,aby wybuchały one coraz rzadziej, upodobnimy się do ludzi, którzy mając w ręku klucz do drzwi włamują się przez ściany wiedząc, że nie są w stanie tych ścian obalić. Oto miliony zbrojnych i coraz lepiej uzbrojonych ludzi szkolonych do coraz pomysłowego zabijania. Wiemy, że te miliony ludzi nie mają najmniejszej chęci zabijać takich samych ludzi jak oni, że większość nawet nie wie, z jakiego powodu zmusza się ich do robienia tego, co jest im wstrętne, że ciąży im stan podporządkowania i przymusu, wiemy, że zabójstwa dokonywane od czasu do czasu przez tych ludzi, popełniane są na rozkaz rządów, wiemy, że istnienie rządów jest od wojska i my ludzie pragnący położyć kres wojnom, nie znajdujemy nic odpowiedniejszego po temu jak to, żeby proponować i to komu? - rządom istniejącym tylko dzięki wojnie, takie sposoby które położyłby kres wojnie, czyli że proponujemy rządom samounicestwienie. Rządy będą z przyjemnością słuchały wszystkich takich przemówień wiedząc, że wywody takie nie tylko nie położą kresu wojnie i nie podkopią ich władzy, ale jeszcze bardziej ukryją przed ludźmi to, co rządy potrzebują ukryć by mogły istnieć i wojska i wojny i one same, rządy dysponujące wojskami. Ale przecież to anarchizm: ludzie nigdy nie żyli bez państwa i rządów. A zatem rządy i państwa i siły wojskowe, które ich strzegą są koniecznymi warunkami życia narodów, mógłby mi ktoś powiedzieć.
    Nie mówiąc o tym czy możliwe jest, czy nie życie chrześcijańskich i w ogóle wszystkich narodów bez wojska i wojen broniących rządów i państw przypuśćmy, że ludzie dla swego własnego dobra muszą podporządkować się niewolniczo składającym się z nieznanych im ludzi instytucjom zwanych rządami, muszą koniecznie oddawać tym instytucją wytwory swej pracy i wykonywać wszystkie żądania tych instytucji nie wyłączając zabójstwa bliźniego, przypuśćmy to wszystko: pozostaje mimo to nie rozwiązywalna na naszym świecie trudność. Trudność ta wynika z niemożliwości pogodzenia chrześcijańskiej wiary, którą kładący na to szczególny nacisk wyznają wszyscy ludzie wchodzący w skład rządu z rekrutującymi się z chrześcijaństwa wojskami wyszkolonymi do zabijania. Jakby tam nie wypaczono nauki chrześcijańskiej, jakby tam nie przemilczano jej głównych tez zasadniczym sensem tej nauki jest tylko umiłowanie Boga i bliźniego. Boga, czyli najwyższej doskonałości w cnocie i bliźniego, czyli wszystkich ludzi bez różnicy. A zatem, jakby się zdało, należy koniecznie uznać jedno z dwojga, albo chrześcijaństwo z miłością Boga i bliźniego, albo państwo z wojskami i wojnami.
    Bardzo możliwe, że chrześcijaństwo się przeżyło i że wybierając jedno z dwojga: chrześcijaństwo i miłość, albo państwo i zabójstwo ludzie raczej uznają, że istnienie państwa i zabójstwa jest o tyle ważniejsze od chrześcijaństwa, iż trzeba zapomnieć o chrześcijaństwie, pozostać tylko przy tym ,co jest dla ludzi ważniejsze: przy państwie i zabójstwie.

    Wszystko to jest możliwe, w każdym razie ludzie mogą tak myśleć i czuć. Ale wtedy tak też trzeba powiedzieć. Trzeba było powiedzieć, że ludzie w naszych czasach powinni przestać wierzyć w to, co mówi zbiorowa mądrość całej ludzkości, co mówi wyznawana przez nich nauka Boża, powinni przestać wierzyć w to, co wyryte jest niezatartymi zgłoskami w sercu każdego człowieka, a powinni wierzyć tylko w to, co nie wyłączając również zabójstwa, rozkażą inni ludzie, którzy przypadkowo przez dziedziczenie zostali cesarzami, królami, albo przez różne intrygi z wyborów zostali prezydentami, posłami do izb parlamentów. Tak właśnie trzeba by powiedzieć. A powiedzieć tego nie można. Nie można powiedzieć nie tylko tego, ale nie można powiedzieć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli się powie, że chrześcijaństwo zabrania zabijać to nie będzie wojska, nie będzie rządu. Jeżeli się powie, że my władzę uznajemy i legalność zabójstwa i odrzucamy chrześcijaństwo - nikt nie zechce słuchać takiego rządu opierającego swą władzę na zabójstwie. I poza tym, skoro zabójstwo dozwolone jest na wojnie, to powinno być tym bardziej dozwolone narodowi dochodzącemu swych praw przez rewolucję. Dlatego też rządy nie mogą powiedzieć ani jednego, ani drugiego, dokonują jedynie starań, żeby ukryć przed swoimi poddanymi konieczność rozwiązania dylematu.

    Dlatego właśnie, aby przeciwdziałać złu wojny, my zebrani tutaj, jeżeli istotnie chcemy dopiąć swego celu, musimy uczynić tylko jedno: postawić ten dylemat jasno i zdecydowanie przed ludźmi wchodzącymi w skład rządów, jak przed masami ludu, tworzącymi wojsko. Aby to uczynić powinniśmy jasno i otwarcie powtórzyć tylko prawdę, że człowiek nie powinien zabijać człowieka, ale wyjaśnić również, że żadne względy nie mogą zwolnić ludzi w świecie chrześcijańskim od obowiązku podporządkowania się tej prawdzie. I dlatego zaproponowałbym naszemu zgromadzeniu (zebraniu), ułożenie i opublikowanie takiej odezwy do wszystkich, a zwłaszcza do chrześcijańskich narodów, w której jasno i zdecydowanie powiedzielibyśmy to, że wojny nie są - jak to uważa większość ludzi czymś szczególnie dobrym i godnym pochwały, lecz są jak każde zabójstwo wstrętne i zbrodnicze zarówno dla tych ludzi, którzy z wolnej woli wybierają działalność wojskową, jak i dla tych, którzy wybierają ją ze strachu przed karą lub ze względu na korzyści. W stosunku do osoby wybierającą działalność wojskową z własnej woli, zaproponowałbym, żeby w odezwie tej jasno i zdecydowanie powiedzieć mimo całej pompy, przepychu i w ogóle aprobaty towarzyszącej tej działalności, jest ona zbrodnicza i haniebna, tym bardziej zbrodnicza i haniebna im wyższe stanowisko zajmuje człowiek w hierarchii wojskowej. I tak samo zaproponowałbym, by jasno i zdecydowanie powiedzieć prostym ludziom powołanym do służby wojskowej pod groźbą kary lub za pomocą przekupstwa, że grzeszą i przeciwko swojej wierze i przeciwko moralności i przeciwko swojemu rozsądkowi, kiedy zgadzają się wstąpić do wojska; przeciwko wierze przez to, że wstępują do szeregu zabójców, łamią przykazanie Boskie, które wyznają; przeciwko moralności przez to, że obawiając się, że ukarze ich władza lub mając na względzie korzyść godzą się robić to, co w głębi duszy potępiają i przeciwko rozsądkowi przez to, że wstępując do wojska narażają się w razie wojny na to samo, jeśli nie większe nieszczęścia niż te jakie grożą w razie odmowy, a co najważniejsze, wbrew zdrowemu rozsądkowi postępują już wyraźnie przez to, że włączają się do tej samej kasty ludzi, która pozbawiła ich wolności i zmusza do wstąpienia do wojska. W stosunku do jednych i drugich zaproponowałbym, żeby jasno wyrazić w tej odezwie myśl, iż dla ludzi istotnie oświeconych i tym samym wolnych od przesądu związanego z kultem wojskowości( staje się ich z każdym dniem coraz więcej), wojskowa służba i tytuł mimo wszelkich starań, by ukryć ich istotne znaczenie, jest służbą tak samo, a nawet bardziej haniebną, niż służba i tytuł kata: gdyż kat gotów jest zabijać tylko ludzi uznanych za szkodników i zbrodniarzy, a wojsko obiecuje zabijać wszystkich ludzi, których każe mu się zabijać, gdyby to nawet byli najbliżsi mu i najlepsi ludzie.
    Ludność w ogóle, a zwłaszcza nasz świat chrześcijański doczekał się takiej ostrej sprzeczności między postulatami moralnymi a istniejącym ustrojem społecznym, że nieuchronnie musi zmieniać nie to, co nie może się zmienić - postulaty moralne społeczeństwa, lecz to, co się zmienić może - ustrój społeczny.

    Zmiana ta wywołana sprzecznościami wewnętrznymi i ujawniająca się szczególnie ostro w przygotowaniach do zabójstwa szykowana jest z różnych stron i staje się z każdym rokiem konieczniejsza.

    Napięcie wymagające tej zmiany, wzrosło w naszych czasach w takim stopniu, że podobnie jak do przejścia cieczy w ciało stałe potrzebna jest niewielka siła prądu elektrycznego, tak samo do przejścia od tego okrutnego i nierozumnego życia dzisiejszych ludzi z ich podziałami, zbrojeniami i wojskami, do życia rozumnego, odpowiadającego postulatom świadomości człowieka współczesnego, potrzebny jest być może tylko niewielki wysiłek, niekiedy jedno słowo, który w mgnieniu oka przekształcą całą ciecz w ciało stałe.

    Dlaczego nasze obecne zebranie nie może podjąć tego wysiłku?

    W baśni Andersena, gdy król ze swym orszakiem paradował po ulicach miasta i wszyscy ludzie zachwycali się jego piękną, nową szatą jedno słowo dziecka, które powiedziało to, co wszyscy widzieli, ale nie mówili, zmieniło wszystko. Dziecko powiedziało: "on nic nie ma na sobie" i sugestia przestała działać, król się zawstydził i wszyscy ludzie wmawiający sobie, że widzą na królu piękną, nowa szatę zobaczyli, że król jest nagi. To samo musimy powiedzieć także my , powiedzieć to co wszyscy widzą, ale nie odważają się wypowiedzieć, powiedzieć, że jak by ludzie nie nazywali zabójstwa, jest ono zawsze zabójstwem, zbrodnią i hańbą. I wystarczy jasno i zdecydowanie i głośno, jak możemy to zrobić tutaj, powiedzieć to, a ludzie przestaną widzieć to, co im się wydawało, że widzą i zobaczą to, co widzą rzeczywiście. Przestaną widzieć służbę ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskową i patriotyzm, a zobaczą to, co jest nagą prawdę zabójstwa. A kiedy zobaczą stanie się to samo, co w baśni: ci, co popełniają zbrodnię zawstydzą się, a ci, co wmawiali sobie, że nie widzą zbrodni zabójstwa zobaczą ją i przestaną być zabójcami. Ale jak będą się bronić narody przed nieprzyjaciółmi, jak utrzymać porządek w kraju, jak mogą żyć narody bez wojny?
    Jaką formę przybierze życie ludzi którzy odżegnują się od zabójstwa nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: dla ludzi obdarzonych rozumem i sumieniem rzeczą najnaturalniejszą jest żyć w oparciu o te właściwości, niż podporządkować się niewolniczo ludziom nakazującym wzajemne zabójstwa.

    Będę bardzo żałował, jeżeli to, co powiedziałem kogoś obrazi, zmartwi i obudzi niedobre uczucia. Ale ja osiemdziesięcioletni starzec oczekujący w każdej chwili śmierci uważałbym za wstyd i przestępstwo, gdybym nie powiedział całej prawdy tak jak ją rozumiem, prawdy w którą wierzę w to niezłomnie, tylko sama jedna może uwolnić ludzkość od niezliczonych klęsk spadających na nią w wyniku wojny".

    Lew Tołstoj 4 sierpnia 1909 roku.

    Przed gmachem ONZ w Nowym Jorku jest napis z księgi Izajasza: " I przekują swoje miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy, i nie podniesie naród miecza przeciwko innemu narodowi i nie będą się więcej uczyli sztuki walki".-TEN KTÓRY JEST wypowiadajac te slowa dal zapewnienie spelnienia tego proroctwa obowiazkiem ludzi jest byc wiernymi temu proroctwu juz dzis w swych postawachi dazeniach.
    Przesłanie to nie jest adresowane do Polaków, Niemców, Rosjan, czy
    Amerykanów jest adresowane do wszystkich ludzi dobrej woli i taka była
    intencja autorów przytoczonych wypowiedzi.

    Jak głosił Gandhi - " Bez dobrowolnego lub wymuszonego współdziałania ludzi rząd nie posiada żadnej władzy aby móc zmienić istniejącą sytuację, musimy woli rządów przeciwstawić naszą wole lub odebrać mu nasze współdziałanie. Jeżeli w tym zamiarze będziemy stanowczy i zjednoczeni rząd będzie mógł jedynie ugiąć się przed naszą wolą lub upaść". Działanie na rzecz Pokoju, nie może być walką z wykorzystaniem przemocy. C Chower ujął to w ten sposób: " Walka bez przemocy zakłada nie tyle miłość do nieprzyjaciela co wolność od nienawiści. Czyńmy więc Pokój wolni od jakichkolwiek negatywnych uczuć świadomi, że nieświadomość w większości przypadków określa postawy tych którzy jeszcze dziś służą wojnie i przemocy" . W przytoczonej proroczej wypowiedzi Biblii z księgi Izajasza przed tymi słowami jest również powiedziane, że ludzie, którzy uznają Boże prawo " Nie zabijaj i nie szykuj się do zbrodni "I przyjdą na Górę Jahwe i będą "wszystkie narody i mnogie ludy". Nie lękajmy się więc molocha militaryzmu, choć tak dziś potężny w swej diabelskiej sile, nie znamy czasu, ale na pewno legnie on w gruzach. A my starajmy się być rzecznikami, lub tymi, którzy przybędą na tą Górę mówiąc już dziś o Pokoju i czyniąc swój wkład swą aktywnością w to dzieło motywowani tylko własną świadomością nie utożsamiając się z żadnym narodem i państwem. Pamiętajmy, że ( przed Stwórcą, przed przyszłymi pokoleniami i napewno sami przed przed soba) odpowiadać będziemy nie tylko za nasze działania, ale za to czego żeśmy zaniechali, za to co mogliśmy zrobić a czego nie zrobiliśmy Ps: W obecnej chwili problem wojska i zbrojen stal sie jakosciowo inny i trudny do okreslenia dla wiekszosci ludzi ponieważ struktury militarne wielu panstw powolane pierwotnie i przynajmniej z zalozenia do obrony narodu bedac w zaleznosci politycznej zostaly podporzadkowane zewnetrznym sila ktore nie sa sklonne brac pod uwage interesu i bezpieczenstwa tych narodow a wrecz istnieje prawdopodobienstwo uzycia tych armi bedacych pod obcym dowodzeniem przeciw wlasnemu narodowi ,Lamie sie w ten sposo sumienia i zwykla ludzka przyzwoitosc wsrod zwyklych zolnierzy jak i kadr dowodczych swiadomych negatywnosci tego stanu .Zobowiazani jednak podlegloscia sluzbowa zolnierze moga byc zmuszeni do respektowania zarzadzen sprzecznych z interesem danego narodu Tak wiec idea rozbrojenia moze byc uzyta przez ludzi niegodziwych do uczynienia czlowieka bezbronnym po to by zaprowadzic globalna tyranie czlowieka nad czlowiekiem [prisonplanet.pl].Kwestia obrony koniecznej jednostki i idac dalej narodu staje sie wiec problemem sumienia poniewaz piekna idea pacyfizmu poprzez uczynienia czlowieka bezbronnym doprowadza do stanu w ktorym ponownie stajemy przed problemem obrony koniecznej nie przed innym narodem ale strukturami ktore chca zapanowac nad wszystkimi narodami przy pomocy metod jakie sa sprzeczne z tym co nazywamy czlowieczenstwem .Agresja narodu przeciw innemu narodowi co bylo przejawem calej histori ludzkosci zostala zastapiona agresja zorganizowanych grup ludzi ktorzy stworzyli struktury ponadnarodowe a jako wroga traktuja cala ludzkosc zrecznie wykozystujac ludzka niewiedze by realizowac cele ktorych nie mogli zrealizowac najwieksi tyrani ludzkosci.J bynajmniej to co do tej pory ujawniono nie wskazuje ze kieruja sie oni dobrem wszystkich ludzi na naszej planecie Smutne jest to ze bedac w olbrzymiej mniejszosci liczacej moze kilka tysiecy osob potrafili wykorzystac nieswiadome masy ludzkie by one samo sobie zalozyly jazmo niewoli . Stajemy wiec przed sytuacja w ktorej Prawda staje sie wymiarem duchowym poniewaz punkty odniesienia staja sie coraz bardziej nieuchwytne w racjonalnym sposobie patrzenia na swiat...... opracowal Janusz Szumowski
  • Właściwe światło
    Dziękuję za przypomnienie tych tragicznych wydarzeń, które wskazują na neutralną postawę Świadków Jehowy i ich bezgraniczną miłość pomimo śmiertelnego zagrożenia.
    Są one solą na oczy dla tych, którzy starają się stawiać Świadków Jehowy w innym, niewłaściwym świetle.

    Serdecznie pozdrawiam.
  • @jan 22:41:03
    ||Tym, co umożliwia władzy prowadzenie agresji militarnych jest totalne zniewolenie człowieka i jego zastraszenie prowadzące do tego, że człowiek taki bez szemrania wykonuje każdy rozkaz i polecenie oddzielając je od kontekstu moralnego, tłumiąc sumienie. A przecież już Monteskquieu pisał :" Ślepe posłuszeństwo jest wyrazem ciemnoty u tego, który słucha jak i u tego, który rozkazuje, nie mogą oni wątpić, rozumować, roztrząsać, muszą jeno chcieć!"||


    Bardzo mądry tekst. Zwłaszcza dla tych, którzy publicznie mówią, że wielbią Chrystusa, a swoimi uczynkami się Go zapierają.

    "22 Każdy bowiem w Panu, kto został powołany, będąc niewolnikiem, jest wyzwoleńcem Pana; podobnie ten, kto został powołany, będąc wolnym, jest niewolnikiem Chrystusa. 23 Zostaliście kupieni za określoną cenę; przestańcie się stawać niewolnikami ludzi." (1Kor 7:22,23 NW)


    Pozdrawiam:)
  • @via vitae 06:55:01
    /mówią, że wielbią Chrystusa, a swoimi uczynkami się Go zapierają./

    Prawdziwi chrześcijanie są posłuszni Chrystusowi, odrzucają starą osobowość bez względu na okoliczności,

    "20 Ale wy nie tak nauczyliście się Chrystusa — 21 jeśli tylko słyszeliście go i za jego sprawą byliście uczeni, jako że prawda jest w Jezusie — 22 macie bowiem odrzucić starą osobowość, która odpowiada waszemu poprzedniemu sposobowi postępowania i która ulega skażeniu według swych zwodniczych pragnień, 23 a macie się odnowić w sile pobudzającej wasz umysł 24 i przyoblec się w nową osobowość, stworzoną według woli Bożej w rzeczywistej prawości i lojalności"
    (Ef 4:20-24 NW)

    Dziękuję za notkę, prawdziwe świadectwo wiary chrześcijańskiej
    Pozdrawiam
  • @Ben Nechar 00:50:15
    || Są one solą na oczy dla tych, którzy starają się stawiać Świadków Jehowy w innym, niewłaściwym świetle. ||

    Na dodatek, przeżycia braci są odpowiedzią na kwestię, którą podniósł przy okazji cierpień Hioba, Szatan.

    " A Jehowa rzekł jeszcze do Szatana: "Czy w swym sercu zwróciłeś uwagę na mego sługę Hioba, że nie ma na ziemi nikogo takiego jak on - mąż nienaganny i prostolinijny, bojący się Boga i stroniący od zła? I jeszcze trzyma się mocno swej nieskazitelności, chociaż ty mnie pobudzasz przeciwko niemu, bym go pochłonął bez powodu". (4) Lecz Szatan odpowiedział Jehowie, mówiąc: "Skórę za skórę - i wszystko, co człowiek ma, da za swą dusze. (5) Dla odmiany wyciągnij, proszę, swą rękę i dotknij jego kości i jego ciała, i zobacz, czy nie będzie cię przeklinał prosto w twarz".(Hioba 2:3-5 NW)


    Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam.
  • @roux 07:28:17
    || Prawdziwi chrześcijanie są posłuszni Chrystusowi, odrzucają starą osobowość bez względu na okoliczności, ||

    Notka jest oparta na autentycznej historii i przeżyciach opisanych w roczniku ŚJ 2012r . Nie chciałem nic dodawać od siebie. To byłoby nie na miejscu.


    " Bądź mądry, mój synu, i rozweselaj moje serce, abym mógł dać odpowiedź temu, który mi urąga. " (Przysł 27:11 NW)

    Jakże głębokiej treści nabiera ten tekst, w kontekście pełnej miłości, ofiarnej postawy naśladowców Chrystusa.


    Pozdrawiam:))
  • @via vitae 08:12:14
    W jakim celu jest napisana ta notka?
    Co ma mi ta notka powiedziec autorze?
    Czy to, ze ofiary smiertelne SJ sa uber w stosunku do innych ofiar konfliktow zbrojnych?
    Czy inni nie bioracy udzialu w tych konfliktach, jak kobiety, dzieci, starcy, ktorzy nie sa SJ, a zostali brutalnie zamordowani w tych konfliktach sie nie licza dla was?


    ***

    Inna sprawa.
    Glosicie neutralnosc SJ, wiec pewnie tacy jestescie.

    Bycie neutralnym nie znaczy bycie Bozym!
    Panstwa neutralne: Szwecja, Szwajcaria...!
    Te panstwa nie sa panstwami Bozymi!

    Lud Bozy nie jest neutralny, bo opowiada sie po stronie Boga.
  • @Bara-bar 17:56:15
    sama pytałaś,
    /Co ORGANIZACJA do ktorej nalezysz zrobila wtedy w Rwandzie,/

    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/125873,azyl#comment_1222883
  • @roux 18:38:32
    Tamto pytanie zadalam i nie otrzymalam odpowiedzi.

    Tu inne zadalam i tez nie otrzymalam odpowiedzi.

    Czy wy (SJ) chcecie udowodnic, ze nie potraficie odpowiadac na pytania?
  • @Bara-bar 18:52:41
    Właśnie otrzymałaś w tej notce(!)

    Albo nie umiesz słuchać, tj. czytać ze zrozumieniem, albo w ogóle nie oczekujesz odpowiedzi na pytania z tezą( a nawet z gotowym twierdzeniem), które stawiasz?
  • @Bara-bar 18:52:41
    mnie też różni oczadziali z kółka różańcowego (nie mam na myśli Ciebie) czasem pytają po co napisałem notkę; :)
    myślę, że nie chcesz zachowywać się jak oni, co to uważają się za mądrzejszych od swojego papieża :)
  • @via vitae 19:17:55
    wydaje się, że Barbara jednak notki nie czytała :)
  • @roux 19:38:21
    || wydaje się, że Barbara jednak notki nie czytała :)||

    Wszystko na to wskazuje. Może zbyt długa, jak dla niej? Nie może się skupić?
  • @via vitae 19:52:36
    Pytalam:

    ''W jakim celu jest napisana ta notka?
    Co ma mi ta notka powiedziec autorze?
    Czy to, ze ofiary smiertelne SJ sa uber w stosunku do innych ofiar konfliktow zbrojnych?
    Czy inni nie bioracy udzialu w tych konfliktach, jak kobiety, dzieci, starcy, ktorzy nie sa SJ, a zostali brutalnie zamordowani w tych konfliktach sie nie licza dla was? ...''
    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/126017,azyl-reaktywacja#comment_1225077

    I jak na razie nie otrzymalam odpowiedzi.

    Jesli nie potraficie odpowiedziec, to napiszcie, ze nie potraficie.

    Dlugimi tekstami sie nie zaslaniajcie, bo tak ludzie Bozy na pewno nie postepuja.
  • @Bara-bar 20:02:25
    A do p. Prezydenta też masz jakieś pytania?
  • @Bara-bar 20:02:25
    A skąd wiesz Barbaro, że kobiety i starcy zamordowani w tym konflikcie nie brali w nim udziału?
    Masz pewność co do wszystkich kobiet i starców?
    Poza tym podaj definicję "starca", żeby wiedzieć, kogo masz na myśli.
    Kogo na tamtym obszarze zamieszkania można zaliczyć do starca?

    Dla ułatwienia podam, że w roku 2002 przeciętna długość życia kobiet w Rwandzie była równa 39,6 lat.
    A obecnie:
    "Długość życia: mężczyźni – 45 lat, kobiety – 48 lat (jedna z najniższych w świecie)"

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rwanda

    A jaka była średnia wieku w czasie konfliktu (w 1994 roku)?
  • @roux 20:07:39
    Inne pytanie na ktore tez nie odpowiedziales:

    ''@roux 19:47:28
    Czy wedle ciebie Szczepan modlil sie do Boga przed smiercia? Czy tez do Boga sie nie modlil?''
    http://Bar-bara.neon24.pl/post/125971,i-przabacz-nam-nasze-winy#comment_1224282
  • @Bara-bar 21:00:28
    Mam dla Ciebie jeszcze parę gotowych pytań :)

    "- Czy dziś poniedziałek, czy piątek?
    Zaciekawiło go też, czy to grudzień, czy czerwiec, przy czym wykazywał
    wielkie zdolności w zadawaniu przeróżnych pytań:
    - Czy pan żonaty? Czy lubi pan ser Gorgonzola? Czy ma pan w domu
    pluskwy? Jak się panu powodzi? Czy pies pański miał nosaciznę?"
    J.Haszek
  • @Ben Nechar 20:58:37
    Nie odpowiedziales!!!

    Wy NIGDY nie odpowiadacie!
  • @Bara-bar 21:00:28
    Nie wygłupiaj się z tymi pytaniami, bo udzielono Tobie odpowiedzi już dawno i wielokrotnie.
    Masz sklerozę Barbaro, czy Alzheimera?
  • @Bara-bar 21:04:17
    Nie chciałbym Ci sprawić przykrości, więc nie podam dokładnego wersetu; o takich odpowiedziach wyraźnie wypowiada się Pismo święte w formie nakazowej
    nara
  • @roux 21:08:28
    Jak wy ''nawracacie'', skoro na pytania NIGDY nie odpowiadacie??? :)))
  • @Bara-bar 21:04:17
    Przypominasz to sobie:

    @Bara-bar 08:20:09
    Witam Ciebie Barbaro!


    Sprawy, o które pytasz wyjaśniłem w oparciu o Słowo Boże Kerenowi.

    Proszę Cię, byś przeczytała to.

    Gdybyś W SPRAWIE (a nie w wątkach pobocznych) miała dalej pytania i wątpliwości, to chętnie - w miarę możliwości i kompetencji - udzielę odpowiedzi.
    nadużycie link skomentuj usuń
    Ben Nechar 04.06.2013 11:58:44

    http://57KerenOr.neon24.pl/post/93335,kilka-pytan-na-temat-zgromadzen#comment_814325
  • @Ben Nechar 21:05:55
    ''Nie wygłupiaj się z tymi pytaniami, bo udzielono Tobie odpowiedzi już dawno i wielokrotnie.
    Masz sklerozę Barbaro, czy Alzheimera?''
    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/126017,azyl-reaktywacja#comment_1225176

    UDOWODNIJ!!

    Podaj link do waszych odpowiedzi.
  • @Bara-bar 21:13:04
    Nie pytasz, żeby się czegoś dowiedzieć, sprawiasz wrażenie, że nie słuchasz nikogo oprócz siebie.

    "16 Jednakże nie wszyscy okazali posłuszeństwo dobrej nowinie. Albowiem Izajasz mówi: „Jehowo, kto uwierzył temu, co od nas usłyszał?” 17 Toteż wiara idzie w ślad za tym, co się słyszy. To zaś, co się słyszy, jest przez słowo o Chrystusie. 18 Niemniej pytam: Czyż nie usłyszeli? Przecież w gruncie rzeczy „do całej ziemi wyszedł ich głos, a ich wypowiedzi — po krańce zamieszkanej ziemi”. 19 Niemniej pytam: Czyżby Izrael nie poznał? Pierwszy mówi Mojżesz: „Ja was pobudzę do zazdrości przez to, co nie jest narodem; pobudzę was do gwałtownego gniewu przez naród nierozumny”. 20 A Izajasz bardzo się ośmiela i mówi: „Znaleźli mnie ci, którzy mnie nie szukali; ujawniłem się tym, którzy o mnie nie pytali”. 21 Lecz co się tyczy Izraela, mówi: „Przez cały dzień wyciągałem ręce moje ku ludowi, który jest nieposłuszny i odpowiada hardo"
    (Rz. 10:16-21 NW)
  • @Bara-bar 21:13:04
    A to pamiętasz:

    ///@Bara-bar 13:14:54
    Rozumiem, że UNIKASZ w ten sposób udzielenia odpowiedzi, gdyż nie chce się Tobie czytać bezpośrednio z Biblii, bo z nieznanych mi przyczyn masz z tym najwyraźniej PROBLEM.


    Rozumiem również, że ciągle zapominasz jaki jest temat napisanego przez Ciebie artykułu i do jakich myśli ja nawiązuję na podstawie Słowa Bożego.

    Czy rzeczywiście jest je trudno dostrzec w Biblii, w podanych "na tacy" fragmentach?

    Mam jednak przekonanie, że jest to Twój ewidentny UNIK, by nie udzielać odpowiedzi na KONKRETNE pytania, które Tobie zadałem do KONKRETNYCH fragmentów ze Słowa Bożego.




    Czyżbyś miała aż tak wielki problem ze zrozumieniem trzech pytań w świetle podanych przeze mnie fragmentów biblijnych i aż taką trudność z ich odszukaniem w swoim egzemplarzu Biblii?




    Kwestie pozostały bez odpowiedzi.

    Pytanie, czy dalej szukać będziesz wymówek, czy udzielisz odpowiedzi RZETELNYCH?
    CO PAN JEZUS MÓWI O ZORGANIZOWANEJ PRZEZ CZŁOWIEKA RELIGII?
    Ben Nechar 02.06.2013 16:43:43///

    http://Bar-bara.neon24.pl/post/92911,co-pan-jezus-mowi-o-zorganizowanej-przez-czlowieka-religii#comment_813517

    ///Czekam jednak nie na umiejętności językowe, a na odpowiedzi w temacie:

    - że apostoł Paweł był KŁAMCĄ, gdy pisał o ustanowieniu w zborze NADZORCÓW, ustanowionych przez ducha świętego (1 Tymoteusza 3:1; Dzieje Ap. 20:17, 28; Tytusa 1:5, 7; Filipian 1:1).

    - KTO w jakimkolwiek zborze na świecie, do którego się przyznajesz – skoro takie kontakty masz z innymi, Tobie podobnymi – jest NADZORCĄ w ścisłym tego słowa znaczeniu, jakie miał na myśli apostoł Paweł, a nie TY, Barbara?

    - Wskaż mi na choć JEDEN taki zbór na świecie, do którego Ty się przyznajesz, a w którym przestrzega się BIBLIJNYCH postanowień sprawowania nadzoru, a także spotykania się, by pobudzać się do miłości (Hebrajczyków 10:24, 25).
    CO PAN JEZUS MÓWI O ZORGANIZOWANEJ PRZEZ CZŁOWIEKA RELIGII?
    Ben Nechar 31.05.2013 12:43:32///

    http://Bar-bara.neon24.pl/post/92911,co-pan-jezus-mowi-o-zorganizowanej-przez-czlowieka-religii#comment_812679

    To gdzie są Barbaro Twoje odpowiedzi od ponad 2 lat?
    Można znaleźć więcej przykładów, gdzie nie tylko unikałaś dawania odpowiedzi, ale jej również nie dałaś.
  • @Bara-bar 21:15:53
    Odpowiedzi zniknęły bezpowrotnie kiedy kilkadziesiąt artów Naftalego zniknęło.
    Mam Cię dalej Barbaro posądzać o sklerozę lub chorobę Alzheimera?
    A może zapomniałaś, kiedy usuwałaś nasze odpowiedzi na swoim blogu?
  • @Ben Nechar 21:25:32
    Dalej NIE odpowiedziales na pytania!

    Inne pytania do ciebie, na ktore NIE potrafisz odpowiedziec, bo ty nawet nie wiesz KOMU sluzysz!

    Przeciwko komu grzeszysz przeczac Izajaszowi 9:5/6???

    Czy Prorok Bozy pisal od siebie?
    Czy tez pisal pod wplywem Ducha Swietego?

    NIE grzesz przeciwko Duchowi Swietemu!!!
  • @Bara-bar 21:15:53
    To jak będzie Barbaro, uzupełnisz swoje pytania, o to, co nie jest wcale jasne ani takie oczywiste, jak by się mogło wydawać?
    Przypomnę:

    ///A skąd wiesz Barbaro, że kobiety i starcy zamordowani w tym konflikcie nie brali w nim udziału?
    Masz pewność co do wszystkich kobiet i starców?
    Poza tym podaj definicję "starca", żeby wiedzieć, kogo masz na myśli.
    Kogo na tamtym obszarze zamieszkania można zaliczyć do starca?

    Dla ułatwienia podam, że w roku 2002 przeciętna długość życia kobiet w Rwandzie była równa 39,6 lat.
    A obecnie:
    "Długość życia: mężczyźni – 45 lat, kobiety – 48 lat (jedna z najniższych w świecie)"

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rwanda

    A jaka była średnia wieku w czasie konfliktu (w 1994 roku)?///

    Chyba, że chcesz dalej bić pianę, by nie uzyskać odpowiedzi, gdyż zadałaś niejasne dla nas pytania, pozostawiające wątpliwości, które należałoby rozwiać.
  • @Bara-bar 21:36:55
    A dlaczego, tak jak reszta kółka różańcowego, nie uznajesz Marii, matki Jezusa za matkę Boską?
  • @Bara-bar 21:15:53
    Rozumiem, że jeżeli nie zadasz doprecyzowanych pytań, to będzie oznaczało, że nie oczekujesz z naszej strony rzetelnych odpowiedzi, lecz chcesz jedynie zasypywać nielogicznymi i niejasnymi pytaniami, na które odpowiedzi może udzielić jedynie głupiec.
  • @Ben Nechar 21:38:31
    Juz udowodniliscie, zescie UBER!!!
  • @Bara-bar 21:44:33
    Powtórzę zatem:

    ///Rozumiem, że jeżeli nie zadasz doprecyzowanych pytań, to będzie oznaczało, że nie oczekujesz z naszej strony rzetelnych odpowiedzi, lecz chcesz jedynie zasypywać nielogicznymi i niejasnymi pytaniami, na które odpowiedzi może udzielić jedynie głupiec.///
  • @roux 21:41:24
    Witaj przyjacielu.
    Myślisz, że Barbara udzieli odpowiedzi na Twoje pytanie ;-)
  • @Ben Nechar 21:51:07
    Myślę, że nie udzieli :)
    Mam dla Niej łatwiejsze, z życia,
    Ciekawi mnie, jak Barbara stosuje się do jasnego nakazu biblijnego?

    "(25) Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień."
    (Heb 10:25 BT)

    Siada przed dwoma lustrami? :))

    Pozdrawiam
  • @roux 21:58:49
    Już ponad dwa lata temu miała problem z udzieleniem odpowiedzi na podobne pytania-wnioski:

    http://Bar-bara.neon24.pl/post/92911,co-pan-jezus-mowi-o-zorganizowanej-przez-czlowieka-religii#comment_812225
  • @roux 21:58:49
    ///Siada przed dwoma lustrami? :)) ///

    :)))
  • @roux 21:58:49
    http://Bar-bara.neon24.pl/post/92911,co-pan-jezus-mowi-o-zorganizowanej-przez-czlowieka-religii#comment_813517

    Oto jak się skończyła rozmowa w tym temacie i jak to Barbara udzielała odpowiedzi :))
  • @Ben Nechar 22:19:00
    Badz UBER!!!
  • @Bara-bar 22:25:47
    Jeszcze nie śpisz?
  • @Bara-bar 22:25:47
    Powtarzasz się bez sensu, a Twoich odpowiedzi dalej brak.

    Pozdrawiam i czekam, aż coś więcej wykrztusisz z siebie, by można było prowadzić rozmowę na normalnym poziomie.
  • @Ben Nechar 22:31:27
    Twoich odpowiedzi NIGDZIE nie ma!

    To ja WAM zadalam pytania, a nie odwrotnie!!!

    Jak na razie udowodniliscie, ze uwazacie siebie za UBER!!!

    To jedyne udowodniliscie!
  • @Ben Nechar 22:19:00
    A jak z pania Helenka???
  • @Bara-bar 22:58:06
    Ty za kogo się uważasz?
  • @Bara-bar 23:16:20
    A może twoje zebrania wyglądają tak?

    двоё в комнате я и Ленин
    фотографей на белой стене
  • @Ben Nechar 22:31:27
    Wasze ataki na mnie zaczely sie od mego komentu:

    ''@via vitae 08:12:14
    W jakim celu jest napisana ta notka?
    Co ma mi ta notka powiedziec autorze?
    Czy to, ze ofiary smiertelne SJ sa uber w stosunku do innych ofiar konfliktow zbrojnych?
    Czy inni nie bioracy udzialu w tych konfliktach, jak kobiety, dzieci, starcy, ktorzy nie sa SJ, a zostali brutalnie zamordowani w tych konfliktach sie nie licza dla was?


    ***

    Inna sprawa.
    Glosicie neutralnosc SJ, wiec pewnie tacy jestescie.

    Bycie neutralnym nie znaczy bycie Bozym!
    Panstwa neutralne: Szwecja, Szwajcaria...!
    Te panstwa nie sa panstwami Bozymi!

    Lud Bozy nie jest neutralny, bo opowiada sie po stronie Boga.''
    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/126017,azyl-reaktywacja#comment_1225077
  • @Bara-bar 21:35:18
    ///Wasze ataki na mnie ...///

    Dla sprostowania Basiu, to Ty atakujesz.

    ///To ja WAM zadalam pytania, a nie odwrotnie!!!///

    W kwestii formalnej: czekam na Twoje odpowiedzi już ponad 2 lata, więc nie pisz mi, kto komu pierwszy zadał pytanie i kto na nie nie odpowiada.

    Gdybyś nieuważnie czytała, to powtórzę:
    "czekam, aż coś więcej wykrztusisz z siebie, by można było prowadzić rozmowę na normalnym poziomie."
  • @Ben Nechar 22:11:22
    SJ, otrzasnij sie sie z wlasnej glupoty!!!


    //
    ''W kwestii formalnej: czekam na Twoje odpowiedzi już ponad 2 lata,''
    //

    Ja ci odpowiedzialam. Nie moja wina, ze nie rozumiesz.

    Ty odpowiadajac mi, oskarzyles kobiety, dzieci i starcow w Rwandzie o to, ze brali oni czynny udzial w masakrach!

    Tak wyglada milosc SJ do..., nie SJ!


    Potem napisales SJ:

    //
    ''Masz pewność co do wszystkich kobiet i starców?
    Poza tym podaj definicję "starca", żeby wiedzieć, kogo masz na myśli.
    Kogo na tamtym obszarze zamieszkania można zaliczyć do starca?

    Dla ułatwienia podam, że w roku 2002 przeciętna długość życia kobiet w Rwandzie była równa 39,6 lat.
    A obecnie:
    "Długość życia: mężczyźni – 45 lat, kobiety – 48 lat (jedna z najniższych w świecie)" ''
    //

    A jaka srednia wieku byla w czasach II WS???

    Albo jaka byla w sredniowieczu???

    Czy dlatego NIE bylo wtedy starcow???

    Opamietaj sie czlowieku!

    Otrzasnij z wlasne glupoty!

    Srednia, to nic innego jak stopy w zamrazalce, a glowa w rozgrzanym piekarniku, srednia temperature bedziesz mial dobra!
  • @Bara-bar 19:24:43
    Jak Ci się udało ukończyć szkołę podstawową bez znajomości języka polskiego?

    "Polacy to jednak gęsi, i swojego języka nie mają!"

    http://bar-bara.neon24.pl/post/126082,nowy-dzial-civitas-ordo-jest-potrzebny-komu

    Jak możesz nie rozumieć tak prostego tekstu?

    "Polacy nie gęsi, lecz swój język mają" (M.Rej)

    Jak możesz nie rozumiejąc najprostszego tekstu zabierać głos w jakiejkolwiek dyskusji?
    Jak nie wiesz co to jest przymiotnik dzierżawczy, a widać nie masz o tym pojęcia, to lepiej będzie jak zmilczysz.

    przymiotnik dzierżawczy
    «przymiotnik oznaczający przynależność czegoś do jakiejś osoby lub rzeczy, np. koński (zad)»
    (SJP PWN)
  • @roux 20:00:29
    OK 'przymiotniku dzierzawczy', w twoim wypadku 'koński zadzie'. :)))
  • @Bara-bar 19:24:43
    ///Ty odpowiadajac mi, oskarzyles kobiety, dzieci i starcow w Rwandzie o to, ze brali oni czynny udzial w masakrach!///

    Nikogo nie oskarżyłem, a jedynie nie wykluczyłem takiej możliwości, że niektóre osoby spośród kobiet i dzieci, a także starców brały czynny udział w masakrach.

    A tak wyglądają fakty:

    "Dziennikarze, urzędnicy, rolnicy, uczniowie, nauczyciele, lekarze, księża i zakonnice – mordowało niemal całe społeczeństwo."

    "Kobiety Hutu podjudzały swoich mężów do gwałtów, same okaleczały ich ofiary. To była w ich mniemaniu kara za rzekome rozpasanie seksualne kobiet Tutsi, o których przed ludobójstwem marzył niejeden Hutu. Patrzyły też dzieci oprawców."

    "Nawet dzieci Hutu mordowały. Szukały rannych, żeby tatuś mógł ich dobić."

    "Gwałty w Rwandzie były przemyślaną strategią – prowadzącą do biologicznego unicestwienia Tutsi. Kierowała nimi kobieta, Pauline Nyiramasuhuko – „minister do spraw gwałtu”. Rząd formował specjalne oddziały gwałcicieli chorych na AIDS. 70% kobiet, które przeżyły, zostało zarażonych wirusem HIV."

    "Zdarzało się, że mężowie zabijali żony. Albo że matki zabijały swoje własne dzieci."

    "Synowie zdobywali fałszywe dokumenty Hutu, a potem zabijali własnych rodziców."

    "O 15:00 dołączały ekspedycje starszych i mniej sprawnych Hutu, których zadaniem było tylko dobijanie rannych."

    "Europejskich dziennikarzy w większości nie było w Rwandzie w czasie ludobójstwa. Kiedy wrócili, zobaczyli dwa miliony Hutu uciekających do Konga. Wśród nich były setki tysięcy morderców (nawet milion Hutu brał udział w zabijaniu), dowódcy z interahamwe oraz ich rodziny."

    "Paradoksem ludobójstwa w Rwandzie było to, że gdy Europejczycy oglądali w telewizji kolumny uciekinierów Hutu – dziennikarze komentowali, że to ofiary wojny, które uniknęły śmierci, a teraz uciekają w obawie przed Tutsi, którzy wygrali lokalną wojnę etniczną.

    Hutu byli eskortowani do obozów przez doborowe oddziały francuskie. Kiedy dotarli do miasta Goma w Kongu, rozpoczęła się największa akcja pomocy humanitarnej w historii ludzkości.

    Do Gomy dotarła wszelka pomoc medyczna, sprzęt, mnóstwo zagranicznych organizacji, dziennikarzy i fotoreporterów. Pomagano sprawcom ludobójstwa i ich rodzinom."

    http://wojciechpiestrak.pl/rwanda-ludobojstwo-w-rwandzie/#
  • @Bara-bar 19:24:43
    Jeszcze jedna kwestia w tej sprawie (mordowania przez kobiety starców i dzieci w Ruandzie): czyżbyś czytała i wierzyła jedynie wypowiedziom morderców?

    Wspomniana przeze mnie Pauline Nyiramasuhuko – "minister do spraw gwałtu", tak mówiła o sobie:

    "Gdy reporter BBC zapytał ją o powtarzane dookoła informacje o jej niedawnych grzechach, odparła oburzona: "Nie byłabym w stanie zabić nawet kurczaka. Jeśli ktoś mówi, że kobieta, matka - zabijała, to niech powtórzy mi to w oczy". Po chwili dodała: "W czasie wojny tłumaczyliśmy ludziom, że nie powinni się mordować. Ale to Tutsi masakrowali Hutu"."

    http://konflikty.wp.pl/kat,1020225,title,Kobieta-potwor-nie-oszczedzajcie-starcow-ani-plodow,wid,13897425,wiadomosc.html?ticaid=115a71
  • @Bara-bar 17:56:15
    @
    Barbaro! Wciąż pytasz:

    || W jakim celu jest napisana ta notka? http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/126017,azyl-reaktywacja#comment_1225077 ||

    Odpowiem Ci, choć liczyłem, że masz lepszą pamięć:))

    W komentarzu do poprzedniej notki "Azyl", zadałaś pytanie:

    A gdzie wy byliscie za czasow tragedii w Rwandzie?
    Ciagle glosicie, jak to wy na wszelkie jezyki swiata i w kazdym kraju na ziemi glosicie..., wiec gdziez byli wasi bracia wtedy?http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/125873,azyl#comment_1222704

    Nie chcąc osądzać ukrytych intencji Tobie podobnych ludzi( a nuż nic na ten temat nie wiedzą), napisałem kolejną notkę pt. "Azyl - reaktywacja".

    Jest ona odpowiedzią na postawione przez Ciebie pytania:

    "A gdzie wy byliscie za czasow tragedii w Rwandzie?
    Ciagle glosicie, jak to wy na wszelkie jezyki swiata i w kazdym kraju na ziemi glosicie..., wiec gdziez byli wasi bracia wtedy?"


    ŻYCZĘ dobrego dnia!


    P.s.
    Dodatkowych odpowiedzi na postawione pytanie:

    "A gdzie wy byliscie za czasow tragedii w Rwandzie?
    Ciagle glosicie, jak to wy na wszelkie jezyki swiata i w kazdym kraju na ziemi glosicie..., wiec gdziez byli wasi bracia wtedy?"

    możesz poszukać tu!::::

    http://www.jw.org/pl/publikacje/ksi%C4%85%C5%BCki/?contentLanguageFilter=pl&pubFilter=yb12&sortBy=1

    *

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 198 komentarze: 4521